Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Piąta strona świata

Śląsk, piąta strona świata, to miejsce, gdzie zacierają się granice, a historia bawi się ludźmi i narodami. Nie sposób zamknąć go w sztywne ramy ani opowiedzieć od początku do końca. Można tylko próbować odsłaniać po kawałku, zestawić z tysiąca zabawnych, tajemniczych i fascynujących ludzkich historii. 

Mieszkam na Śląsku od 34 lat i muszę przyznać, że odkrywam go, a przy okazji śląską gwarę od niedawna - głównie dzięki bliższym i dalszym znajomościom z osobami, które cenią i szanują tę ziemię, jej tradycje i historie. Dlatego cieszę się, że trafiłam do Teatru Śląskiego na "Piątą stronę świata". 

plakatPowiedzieć, że jest to świetna sztuka, to za mało. To doskonale skrojone przedstawienie na podstawie książki Kazimierza Kutza pod tym samym tytułem. 

Narrator, opowiadając historię swojej rodziny i przyjaciół, pokazuje tak naprawdę trudne dzieje śląskiej ziemi ostatnich kilkudziesięciu lat. Jest tu wszystko, co pamiętają i czego nie chcą pamiętać Ślązacy. Jest radość i cierpienie, pamięć i tęsknota za tym, co nieodwołalnie minęło. To przemijanie staje się głównym tematem - takie przemijanie, które łapie za serce i gardło. 

Monumentalna i symboliczna scena wesela jest po prostu mistrzowska - przypomina filmowe kadry, stanowi podsumowanie i pozwala w pełni zrozumieć, jak różnorodny jest Śląsk i jego mieszkańcy. Uświadamia, jak wiele śląskie rodziny musiały przejść i zachęca, by tę zagmatwaną, śląską historię poznawać właśnie tak - z perspektywy poszczególnych osób, ludzi i wspólnot, a nie poprzez historyczne fakty i podręczniki. 

Zastanawia mnie, dlaczego tak nie uczono nas o Śląsku w szkole? Dlaczego nikt nam nie tłumaczył, w jak trudnych sytuacjach byli postawieni mieszkańcy tych ziem, ile przeszli i jaki to miało wpływ na losy całych rodzin. Daty niestety szybko ulatują z pamięci, tymczasem historia opowiedziana w "Piątej stronie świata" zostanie we mnie na długo. 

Spektakl Roberta Talarczyka zbudowany jest ze słów i symboli - mało tu rekwizytów, scenografia też jest skromna. Dlatego - pomimo sporej obsady - można się skupić na snutej przez głównego bohatera (Dariusz Chojnacki) opowieści. 

Sezon w Wyspiańskim zakończony, ale jeśli nie byliście na "Piątej stronie świata", możecie sobie ją zaplanować na jesień. Naprawdę warto, bo to jeden z tych spektakli, które po prostu trzeba zobaczyć. 

fot. oficjalny plakat "Piątej strony świata"

niedziela, 25 czerwca 2017, blondyn_i_blondyna83

Polecane wpisy