Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Ołówek

Kiedyś, dawno temu natknęłam się na książkę Kasi Rosickiej-Jaczyńskiej w Empiku. Miałam ją nawet w ręce, ale wtedy czytali ją wszyscy i moja życiowa przekora wygrała. Nie kupiłam. 

Teraz, po latach "Ołówek" całkiem przypadkiem znalazł się w moim domu. Początek mnie trochę zniechęcił, bo przypomniał mi o czymś, o czym staram się nie myśleć - a mianowicie o tym, jak trudna jest sytuacja osób przewlekle chorych w Polsce. Jak nas się traktuje i co większość z nas czeka w przyszłości - łaska i niełaska obcych ludzi. 

olowekBrrr. 

Ale książka jest napisana w taki sposób, że jak już się zacznie ją czytać, to nie można przestać. Wciąga. Wciąga, ponieważ momentami jest przerażająca, by już za chwilę zachwycić czytelnika światem imprez, sławy i bogactwa. Można się też przy niej pośmiać - do łez rozbawił mnie fragment, w którym Kasia próbowała powiedzieć opiekunce "poducha do góry", a ta, zrozpaczona, rozumiała "wynocha do domu". 

Jest w tej książce wiele życiowej prawdy. Takiej prawdy, o której my, chorzy, zazwyczaj nie mówimy. O upokorzeniach i o tym, że te upokorzenia najczęściej trzeba puścić w niepamięć. O uciążliwej fizjologii, która zaczyna dominować nad umysłem i duszą. O opiekunach, którzy tracą cierpliwość i siły, nie mają wsparcia z zewnątrz i cierpią - czasami równie bardzo jak ich podopieczni. O bezwzględności - systemu opieki zdrowotnej w Polsce i ludzi, czasami najbliższych. O bezradności, która wysysa z człowieka ostatnią kroplę nadziei. 

Kasia pisze o tym wszystkim z perspektywy osoby, która doświadczyła w życiu wielu doczesnych uciech. Z samego wierzchołka społecznej piramidy nagle spadła na sam dół i ze zdziwieniem obserwowała, że to, co dotychczas ją spotykało (wycieczki, pieniądze, mężczyźni, sława) to tylko jedna strona medalu. Druga natomiast, która dotyczy wielu osób, to małe piekiełko wypełnione rutyną choroby i cierpienia. 

Czy ta szczerość była w tej książce potrzebna? Czy trzeba było tak bezlitośnie obnażać swoich bliskich - dzieci, rodziców, partnerów? Myślę, że tak. Bo Kasia się nie użalała, tylko relacjonowała. I pokazała, że niezależnie od statusu społecznego i zebranych doświadczeń, wszystkim się w naszym pięknym kraju choruje mało komfortowo. Można nawet rzec - mało ludzko.

Od początku tej książki wiedziałam, jak się skończy (Kasia zmarła rok po jej wydaniu, w 2012 roku). Ale i tak czytałam ją z niegasnącą ciekawością. Bo to jest po prostu świetnie napisana powieść autobiograficzna. Warto ją mieć w swojej biblioteczce, warto do niej wracać. Kasiu, dzięki!

niedziela, 10 września 2017, blondyn_i_blondyna83

Polecane wpisy

Komentarze
2017/09/11 00:31:18
Dawno mnie tu nie było, a tu taka notka, mądra i ważna. - Mnie też dotyczy, bo już ledwo chodzę a wkrótce przestanę chodzić.
-
2017/09/11 00:37:54
Przykro mi! :( Życzę zdrowia i zapraszam częściej!