Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Spacer po szczęście

Lucy Dillon stwarza w swoich książkach świat, do którego chce się wracać - są w nim sympatyczni (ale bardzo realistyczni!) bohaterowie, psy (dużo psów!), ładne domy, piękne krajobrazy, bibeloty. Fabuła jest starannie dopracowana, niby akcja toczy się powoli, ale zawsze w którymś momencie zaskakuje.

spacerPodczas czerwcowego chorowania przeczytałam "Spacer po szczęście" i trafił on na listę moich ulubionych lektur. Opowiada o Juliet, która w młodym wieku zostaje wdową i odcina się od świata, całe dnie spędzając w swoim prowizorycznie urządzonym domu. Towarzyszy jej Minton - ukochany pies. To on ją motywuje do minimalnej aktywności fizycznej i wychodzenia na zewnątrz. Wykorzystując to, jej mama podstępem angażuje ją do opieki nad własnym psem - labradorką Coco. Później pojawia się jamnik Hector - kolejny podopieczny. I w ten sposób Juliet zaczyna pracować jako opiekunka dla zwierząt. 

Zdziwią się ci, którzy myślą, że jest to ckliwa opowiastka o leczniczym i terapeutycznym wpływie zwierząt. Zwierzęta są tu bardzo ważne - opisane tak samo szczegółowo, jak ludzie. Każde z nich ma nie tylko uczucia, ale też swoje zwyczaje i zainteresowania. Coco kocha jeść i spać, a jest (wraz ze swoją panią) na nieustannej diecie, Hector cały czas ogląda się za panienkami, a spanielka Damson ma stany lękowe, gdy zostaje sama w domu. Nie są tłem wydarzeń - są współbohaterami. 

"Spacer po szczęście" to powieść o tym, że nigdy nie wiemy, kiedy widzimy kogoś po raz ostatni. Każda rozmowa może być pożegnaniem. Lucy Dillon pokazuje, jak wiele czasu tracimy na sprzeczki, konflikty, które wobec wieczności naprawdę nie mają wielkiego znaczenia. 

Poza tym książka ta niesie ze sobą przesłanie, że nie ma małżeństw idealnych, takich, w których panuje cały czas równowaga i harmonia. Czasami jednak, zanim ruszymy w świat w poszukiwaniu motyli w brzuchu i wielkich uniesień, warto się nad swoim (często zwyczajnym i przewidywalnym) małżeństwem pochylić. 

Historia Juliet, a także jej rodziny i sąsiadów, to historia o przemijaniu. Przy końcówce bardzo się wzruszyłam. Wszystkie elementy tej fabuły łączą się w naprawdę piękną całość. Całość, która uczy nas, że życiowe katastrofy czasami trzeba po prostu przeczekać, przepłakać, że niczego nie możemy ani cofnąć, ani przyspieszyć. Juliet każdego dnia ruszała na swój "spacer po szczęście" i chociaż wiązało się to z wieloma trudnymi chwilami, w końcu odnalazła spokój serca. 

Książka bliska memu sercu :) Polecam!

czwartek, 05 lipca 2018, blondyn_i_blondyna83

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: Ania z Krakowa, *.internetdsl.tpnet.pl
2018/07/12 08:24:52
Chyba Twój wpis sprawił, że książka jest niedostępna;-)
A ja od razu jako "narkoman książkowy" chciałam sobie kupić:-)
Serdecznie i ciepło pozdrawiam z Krakowa!
Ania
-
2018/07/12 22:20:31
Ja miałam egzemplarz z biblioteki :) Nie wiem, czy gdzieś jest do kupienia.