Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
Blog > Komentarze do wpisu

Razem będzie lepiej

Wypożyczyłam tę książkę w ciemno - nie przeczytałam nawet, co wydawca napisał na okładce. Przyciągnęło mnie oczywiście nazwisko autorki - jej powieść "Zanim się pojawiłeś" bardzo przypadła mi do gustu, o czym zresztą Wam pisałam

moyesZ "Razem będzie lepiej" nie poszło mi tak łatwo. To opasła książka i im dłużej ją czytałam, tym bardziej zastanawiałam się, co mnie podkusiło, by po nią sięgnąć. Główna bohaterka - Jess - jest w beznadziejnym położeniu. Facet ją zostawił z dziećmi (w tym jedno nie jest jej), nie płaci alimentów, kasy dziewczyna nie ma, praca jest podła, a potomstwo specyficzne. Po tym fatalnym wstępie i ogólnym zarysie sytuacji czytelnik oczekuje, że będzie lepiej - liczy na jakieś światełko w tunelu. Nic z tego - Jess generuje kolejne długi, jeżdżąc nieubezpieczonym autem, okrada jednego swojego pracodawcę, a drugi ją zwalnia. Czy może być gorzej? Może, ale nie będę zdradzać szczegółów. 

Pojawia się również czynnik męski - Ed, typ faceta, którego najbardziej nie lubię, a mianowicie zachowawczy, bogaty złamas. Koszmarnie się męczyłam, czytając o nim, chociaż w pewnym momencie pojawiła się iskierka nadziei, że nie jest taki beznadziejny, na jakiego wygląda. 

W każdym razie sytuacja tak się komplikuje, że cała ta ekipa (Ed, Jess, jej dzieci, a także jej wielki pies) wyruszają w podróż. Nie mogą jechać zbyt szybko, bo mała Tanzie wymiotuje. Pies śmierdzi (jak każdy duży pies). Goni ich czas.

Początkowo ta książka mnie przytłaczała. Brak perspektyw i piętrzące się problemy bohaterów były dla mnie dobijające, bo sama miałam dosyć dużo kłopotów. Ale w pewnym momencie się wciągnęłam - i to było najgorsze, bo zostało mi sto stron, wyjeżdżałam na urlop i właściwie powinnam tę książkę oddać do biblioteki.

Nie oddałam, zabrałam ją nad morze. I naprawdę było warto zapłacić złotówkę kary, bo te ostatnie sto stron łyknęłam niczym smażonego dorsza w porcie. Popełniłabym ogromny błąd, gdybym nie doczytała do końca. 

Jeśli więc macie ochotę na niełatwą historię, na trudy podróży;), na poznanie bohaterów, którzy nie są idealni, ale za to bardzo ludzcy, na wielkie emocje i łzy (nie da się przy tej książce nie płakać), to sięgnijcie po "Razem będzie lepiej" Jojo Moyes. Naprawdę warto! :)

sobota, 22 września 2018, blondyn_i_blondyna83

Polecane wpisy