Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
środa, 07 listopada 2018

Czasami wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że twój ukochany samochód dokonał żywota, a potem nadchodzi poniedziałek, dzwoni mechanik i okazuje się, że wystarczyła mała naprawa, a samochód jest już do odbioru. Jupi!

Czasami masz kiepski nastrój (bo wiadomo: samochód), a w perspektywie tydzień wypełniony po brzegi obowiązkami, a potem przychodzi poniedziałek i wygrywasz w Radio Katowice bilety na koncert Meli Koteluk, na które na pewno w tej chwili nie byłoby cię stać.

Chyba zacznę lubić poniedziałki :) 

 

happykato

Wczorajsza radość w Katowicach

Na Melę wybierałam się już dawno, ale zawsze coś było nie po drodze - brakowało czasu, kasy albo towarzystwa. Tym razem się udało :) Koncert odbywał się w dawnym Górnośląskim Centrum Kultury - sala nieco mroczna, wszystko jakby z poprzedniej epoki i lekko zakurzone, światło przytłumione, a sufit wzbudzający mało zaufania. Ale Mela dała radę :) Jest niezwykła, przypomina mi neurotycznego krasnala. Ubrana w czerwony, nieco za duży kostium wzbudziła we mnie dużo sympatii. A jej muzyka - wiadomo - różni się od powszechnej, popowej papki i przenosi słuchacza w inny wymiar. Dobrze było tam być, zatopić się w dźwiękach i zapomnieć o wszystkim :)

Radio Katowice, serdecznie dziękuję! 

W drodze powrotnej jogging na przystanek z Aliną (Alina, zważywszy na szpilki - podziwiam!), a potem godzina opowieści o nieplanowanej ciąży w autobusie (miejska komunikacja zawsze zapewni ci rozrywkę). 

Jaki z tego wniosek? Nawet poniedziałek może pozytywnie cię zaskoczyć :) A dalej będzie tylko lepiej!

sobota, 03 listopada 2018

Umawiamy się z Moniką, moją kuzynką, na zakupy. "No, to możemy jechać z rana, gdzieś tak o 13" - pisze mi Monika na Messengerze. 

:D :D :D

spanie

Ostatnio umówiłyśmy się na 14.30 do kina i ostatecznie zamiast na filmie wylądowałyśmy w pizzerii, bo żadna z nas "rano" nie zdążyła zjeść śniadania ;) Genów nie wydłubiesz.

zmonią

Z Monią latem na Paprocanach.

poniedziałek, 29 października 2018

oknabitMiało być słowo na niedzielę z Ojcem Knabitem, ale niedziele u mnie zawsze mijają zbyt szybko, piszę więc w poniedziałek (robiąc wyjątek, bo w poniedziałki jestem bardzo zmęczona i nie piszę nic;).

Książkę Ojca Knabita "Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha" z dedykacją (!) dostałam w prezencie (dziękuję!). Jak to bywa u mnie, swoje odleżała, sięgnęłam po nią dopiero podczas ostatniego, jesiennego pobytu na Ruince. Przeczytałam ją migiem, w jeden wieczór, opatulona kocem, przy akompaniamencie trzaskającego w piecu ognia. Było miło, jak się domyślacie ;)

Publikacja została wydana z okazji Światowych Dni Młodzieży i zawiera motywatory Ojca Leona. Muszę przyznać - nie wszystkie były dla mnie motywujące, a te z założenia zabawne nie zawsze mnie śmieszyły. Ale było parę myśli, haseł, cytatów, nad którymi się zatrzymałam. Lubię Ojca Knabita - po prostu. Udało mi się kiedyś zamienić z nim parę słów na Targach Książki w Krakowie - to naprawdę niezwykły, charyzmatyczny człowiek. Dlatego przeczytałam, chociaż nie zgadzam się z niektórymi jego poglądami. Ale szanuję, bo uważam, że wiele dobrego zdziałał i to nie tylko dla kościoła katolickiego.  

Książkę czyta się szybko, bo składa się z krótkich wypowiedzi i wywiadów. Czy miała szansę dotrzeć do młodych ludzi? Nie wiem. We mnie zostawiła dobre wspomnienia, ale ja już młoda jestem tylko duchem ;) Idealna na jesienny wieczór, na porządkowanie wartości, na chwilę refleksji. 

22:26, blondyn_i_blondyna83 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 października 2018

Historia z ogórkami w roli głównej wydarzyła się latem, ale warto do niej wrócić dzisiaj, kiedy za oknem deszcz i chłód. 

Jechałam sobie pewnego wieczoru samochodem na wieś i myślałam o ogórkach. Że mogłam je kupić przed wyjazdem i poprosić, by Mama zrobiła mi małosolne. Marzyły mi się bardzo, takie pachnące i chrupiące. Na wieś jedzie się długo, około dwóch godzin, a one cały czas chodziły mi po głowie. 

wies2018Przyjechałam na miejsce, poszłam spać, wstałam w południe, poleżałam w wannie, a następnie poszłam na spacer i po przejechaniu bardzo krótkiego dystansu spotkałam... chłopa z ogórkami, który stał przy drodze. Nie, nie sprzedawał ogórków, po prostu sobie stał. Spojrzał na mnie i rzekł:

- Mam dla pani ogórki. Prosto z pola. 

Prawie spadłam z wózka! Próbowałam mu wytłumaczyć, że jadę na spacer i nie mam gdzie zabrać ogórków, że może wpadnę po nie następnego dnia i zapłacę (nie miałam przy sobie ani grosza, a głupio mi było je brać za darmochę), ale on się uparł, wypakował część rzeczy, które miałam w torbie zawieszonej na wózku, upchał mi je po bokach, a do torby wsadził ogórki i koper.

Trudno w to uwierzyć, ale koper też dla mnie miał!

Zawróciłam do domu, bo przecież nie będę jeździć po wsi z ogórkami prosto z pola ;) A potem skoczyłam do Cioci Uli, opowiedziałam jej tę historię i dostałam gotowe ogórki małosolne. Takie, o jakich marzyłam. Pachnące czosnkiem. Pycha!

Jaki z tego morał? Że życie jest czasami fantastycznie nieprzewidywalne. Nikt nie wiedział, że chodzą za mną ogórki. Nikomu się z tego nie zwierzyłam. Tymczasem one na mnie czekały, po prostu. Dlatego czasami nie warto dywagować i kombinować. Życie i tak da nam to, czego najbardziej potrzebujemy - nawet jeżeli są to tylko ogórki ;) 

Fot. Lato na Ruince. 

21:28, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Komentarze (2) »
wtorek, 23 października 2018

Pierwsze, co zlokalizowałam nad morzem (oprócz Bałtyku, smażalni i budki z bardzo fajnymi i tanimi ubraniami ;), to półka z tzw. wolnymi książkami, które każdy mógł sobie wypożyczyć, przeczytać i oddać. Znalazłam tam dwa tomy "Wieku samotności" Marii Nurowskiej i skuszona nazwiskiem autorki, zabrałam je sobie do czytania (chociaż z domu przywiozłam oczywiście kilka innych lektur). Kiedyś, też podczas wakacji, przypadkiem trafiłam na "Rosyjskiego kochanka" Nurowskiej i (jakkolwiek to brzmi) utknęłam z nim na 1,5 dnia w łóżku. Był naprawdę niezły ;)

zaczytana"Wiek samotności" okazał się równie wciągający - tym bardziej że tłem wydarzeń była burzliwa historia naszego kraju, a ja bardzo lubię wątki historyczne! Muszę przyznać, że czytałam głównie przy śniadaniu, ale raz zarwałam też kawałek nocy. Jednak całości nie udało mi się pochłonąć, książki oddałam grzecznie (aczkolwiek z wielkim żalem) na półkę, wróciłam do domu i postanowiłam tom drugi wypożyczyć w tyskiej Mediatece. 

Jakież było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że w moim mieście ta książka jest "zaczytana", wycofana z obiegu i niedostępna! Byłam bliska zakupienia "Wieku samotności" na Allegro, ale pogrzebałam w Internecie i okazało się, że trzy tomy "Panien i wdów" Nurowskiej z 2007 roku (Wydawnictwo WAB) to dokładnie to samo, co dwa tomy "Wieku samotności". A "Panny i wdowy" były dostępne! Ważny jest rok wydania, bo na podstawie książek powstał serial, film i wydano też jakieś wersje zmienione oraz okrojone. 

Historia "Panien i wdów" sięga aż powstania styczniowego i 1863 roku. Losy bohaterek śledzimy do początku lat 90. Jak wszystkim wiadomo, w tym przedziale czasowym dużo się w naszym kraju działo. W rodzinie Lechickich - również. 

Umiejętnie prowadzona fabuła splata wątki historyczne i dzieje kolejnych pokoleń kobiet, dla których punktem odniesienia jest rodzinna siedziba - pałac w Lechicach. Sporo jest tu patosu i martyrologii, bohaterki (jak to mają w zwyczaju polskie kobiety) często same sobie komplikują życie, ale czyta się (zwłaszcza pierwsze tomy) jednym tchem. Ostatnia część, jak dla mnie, jest najsłabsza.

Wielkim atutem tej sagi jest obiektywne spojrzenie na historię, a nie powielanie polskich mitów. W "Pannach i wdowach" mówi się na przykład o tym, że nie wszyscy powstańcy warszawscy byli święci. Poza tym autentyczność tej książki uratowała jedna z bohaterek, Susanne, która w pewnym momencie mówi do swojej siostrzenicy: "Twoich rodziców zniszczyła idea, którą sobie po kolei wbijacie do głowy. A trzeba po prostu żyć! Trzeba przeżyć życie do późnej starości, poznać jego smak, a potem umrzeć po ludzku, we własnym łóżku". Tym samym dla przeciwwagi miłości ojczyzny mamy miłość własną - i jest to według mnie bardzo zdrowe podejście.

Ale "Panny i wdowy" to nie tylko historia i wielkie, dziejowe wydarzenia. To również romanse, namiętności, kobiece rozterki, zawiedzione miłości. Jest o czym czytać. Ja czytałam z przyjemnością i Wam też polecam :)

fot. Z trzema tomami "Panien i wdów" upolowanymi w tyskiej Mediatece. 

poniedziałek, 08 października 2018

CzęstochowaCzy ktoś tu też Częstokocham? ;) Ja kocham Częstochowę coraz bardziej i odwiedzam ją zawsze z dużą przyjemnością. Dlatego pewnego majowego dnia po pracy wsiadłam do auta i przejechałam około 100 km tylko po to, by wziąć udział w koncercie "Puls", który był poświęcony Halinie Poświatowskiej. Oczywiście wycieczka ta była możliwa dzięki mojemu Tacie, który ostatnio jakoś daje się namówić na różne moje szalone pomysły ;)

Wstyd się przyznać, ale trochę się na ten koncert spóźniłam, bo utknęłam na Frytkowej Alei, gdzie spędziłam miłe chwile z Aliną, Mateuszem i całkiem nową, uroczą sową. Aleja Frytkowa w Częstochowie jest sławna, dużo o niej słyszałam, ale dopiero w tym roku udało mi się na nią dotrzeć. Wybór frytek spory, same frytki trochę utopione w majonezie, ale tytki, waga i Pani Sprzedawczyni robią klimat. 

Na szczęście nie przesiedziałam tam całego wieczoru i z lekkim poślizgiem zjawiłam się na koncercie. Impreza była plenerowa i jak tylko znalazłam się w pobliżu, pojawił się ktoś z obsługi i powiedział mi, że dla niepełnosprawnych jest specjalne miejsce. Ulalala! To nie było miejsce, to była cała loża. Prezydent Częstochowy robił sobie przy okazji tego wydarzenia wstęp do kampanii wyborczej, co mnie nieco raziło, ale tą miejscówką dla wózkowiczów zrobił na mnie wrażenie. Nie musiałam się prosić, przepychać i walczyć, żeby coś zobaczyć. Zostałam odnaleziona, usadowiona, czułam się bezpiecznie i komfortowo. Ostatnio byłam tak potraktowana dawno temu we Francji. Europejskie standardy dotarły do Polski. Brawo, Częstochowo!

scena

A sam koncert... przepiękny! Dawno nie brałam udziału w takim widowisku. Mnóstwo artystów, tancerze, choreografia, przeuroczy Skubas, genialny i charyzmatyczny James Morton - którego nie znałam wcześniej, a który dał z siebie wszystko i był prawdziwą gwiazdą wieczoru. Do tego czytane fragmenty prozy Haśki, jej ogromne, powieszone wzdłuż sceny zdjęcie... Miało się wrażenie, że ona tam z nami była... Niezapomniany wieczór i niezwykła atmosfera. Retransmisja w radiu zrobiła na mnie mniejsze wrażenie, tam po prostu trzeba było być!

Po koncercie wróciłam na Jasnogórską, bo zaparkowaliśmy pod Domem Poezji i wiedziałam już, że to był jeden z tych wieczorów, które zostają w sercu i w pamięci na zawsze. Fotorelację autorstwa Aliny znajdziecie na moim fanpage'u.

Gdyby ktoś z Was miał ochotę poczuć klimat Częstochowy i na nowo zgłębić twórczość Poświatowskiej, to w rocznicę jej śmierci (11 października -> czwartek) w Domu Poezji odbędzie się kolejny koncert, nieco bardziej kameralny, ale na pewno wartościowy. Mnie tym razem nie uda się na niego dotrzeć, ale Wam polecam serdecznie :)

 koncert51

piątek, 05 października 2018

- Tato, szukają technicznego do teatru. Jaka szkoda, że nie możesz być takim technicznym, miałabym za darmo wejściówki. 

- Jakim technicznym? Jakim technicznym? - dziwi się Tata. 

- Oj, Tato, przecież świetnie dałbyś sobie radę. Śrubkę dokręcić, scenografię ustawić. Co to dla ciebie? Łatwizna. 

- Jakim technicznym? Chyba aktorem.

:P :D :) 

No, tak. Nie ma się co ograniczać. W końcu życie zaczyna się po sześćdziesiątce ;)

ztata

Z Tatą w Darłówku :)

środa, 03 października 2018

Po bardzo długiej przerwie poszłam do teatru. Ależ mi tego brakowało! Wybrałam się sama i delektowałam się tym, że w końcu mam czas, ochotę i możliwość, by odciąć się od wszystkiego i zniknąć tuż po zgaszeniu na widowni świateł. 

Prawdziwa uczta dla mojego umysłu!

sercaW Teatrze Małym po wakacjach już od progu czuć powiew świeżości, jest nieco nowocześniej, zrobiło się jakoś więcej przestrzeni, tylko niestety lada przy kasie tak wysoka, że nikt, absolutnie nikt nie ma szansy mnie zza niej zobaczyć. Ale to nie szkodzi, bo na wstępie wyczaił mnie jakiś młody człowiek z obsługi i zapytał, czy mi pomóc. Od razu poczułam się raźniej ;)

Spektakl z cyklu tych łatwych, miłych i przyjemnych, ale tego właśnie potrzebowałam. "Serca na odwyku" składają się z dwóch części, które mogą funkcjonować oddzielnie, bo opowiadają historie dwóch par. Historie te w żaden sposób się nie łączą - poza tym, że ich motywem przewodnim jest miłość. Dzięki temu spektakl się nie dłuży i naprawdę wciąga, bo widz ma wrażenie, że podgląda sąsiadów z naprzeciwka ;) 

Zachwyciła mnie Hanna Śleszyńska, która pojawiła się na scenie w towarzystwie Michała Pieli. Nigdy wcześniej nie widziałam jej na żywo. Gra fenomenalnie i świetnie wygląda. Blado po niej wypadło małżeństwo Żaków - wprawdzie mimika Cezarego Żaka jest przezabawna, ale brakuje mu charyzmy, którą emanuje Śleszyńska. Historia jej bohaterki - wyzwolonej, mocno stąpającej po ziemi policjantki - też mi się bardziej spodobała niż trudne relacje małżeńskie zaprezentowane w drugiej części spektaklu. 

Jednym słowem - warto. Nie jest to głupawa farsa, a zabawne, lekkie przedstawienie, w którym można znaleźć i nadzieję na lepsze jutro, i życiową goryczkę. Doskonała obsada, świetne teksty i tematyka, która dotyka każdego z nas. 

21:03, blondyn_i_blondyna83
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 września 2018

Wypożyczyłam tę książkę w ciemno - nie przeczytałam nawet, co wydawca napisał na okładce. Przyciągnęło mnie oczywiście nazwisko autorki - jej powieść "Zanim się pojawiłeś" bardzo przypadła mi do gustu, o czym zresztą Wam pisałam

moyesZ "Razem będzie lepiej" nie poszło mi tak łatwo. To opasła książka i im dłużej ją czytałam, tym bardziej zastanawiałam się, co mnie podkusiło, by po nią sięgnąć. Główna bohaterka - Jess - jest w beznadziejnym położeniu. Facet ją zostawił z dziećmi (w tym jedno nie jest jej), nie płaci alimentów, kasy dziewczyna nie ma, praca jest podła, a potomstwo specyficzne. Po tym fatalnym wstępie i ogólnym zarysie sytuacji czytelnik oczekuje, że będzie lepiej - liczy na jakieś światełko w tunelu. Nic z tego - Jess generuje kolejne długi, jeżdżąc nieubezpieczonym autem, okrada jednego swojego pracodawcę, a drugi ją zwalnia. Czy może być gorzej? Może, ale nie będę zdradzać szczegółów. 

Pojawia się również czynnik męski - Ed, typ faceta, którego najbardziej nie lubię, a mianowicie zachowawczy, bogaty złamas. Koszmarnie się męczyłam, czytając o nim, chociaż w pewnym momencie pojawiła się iskierka nadziei, że nie jest taki beznadziejny, na jakiego wygląda. 

W każdym razie sytuacja tak się komplikuje, że cała ta ekipa (Ed, Jess, jej dzieci, a także jej wielki pies) wyruszają w podróż. Nie mogą jechać zbyt szybko, bo mała Tanzie wymiotuje. Pies śmierdzi (jak każdy duży pies). Goni ich czas.

Początkowo ta książka mnie przytłaczała. Brak perspektyw i piętrzące się problemy bohaterów były dla mnie dobijające, bo sama miałam dosyć dużo kłopotów. Ale w pewnym momencie się wciągnęłam - i to było najgorsze, bo zostało mi sto stron, wyjeżdżałam na urlop i właściwie powinnam tę książkę oddać do biblioteki.

Nie oddałam, zabrałam ją nad morze. I naprawdę było warto zapłacić złotówkę kary, bo te ostatnie sto stron łyknęłam niczym smażonego dorsza w porcie. Popełniłabym ogromny błąd, gdybym nie doczytała do końca. 

Jeśli więc macie ochotę na niełatwą historię, na trudy podróży;), na poznanie bohaterów, którzy nie są idealni, ale za to bardzo ludzcy, na wielkie emocje i łzy (nie da się przy tej książce nie płakać), to sięgnijcie po "Razem będzie lepiej" Jojo Moyes. Naprawdę warto! :)

wtorek, 18 września 2018

- O! Kupiłeś musztardę! I to taką z wyższej półki! Super - ucieszyłam się.

- Przechodziłem w sklepie obok musztardy i usłyszałem ten twój głosik: "Czy jest musztarda? Czy jest musztarda?".

Uważajcie na głosy w Waszych głowach, zwłaszcza te o musztardzie ;)

jedzenie

Tagi: Jedzenie
20:52, blondyn_i_blondyna83 , Całe życie z wariatami
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
Tagi