Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
poniedziałek, 30 stycznia 2017

Jutro wieczorem szczęśliwcy, którzy zdobyli bilety, zobaczą w katowickim Teatrze Wyspiańskiego "Boską" z Krystyną Jandą i Maciejem Stuhrem. Będę wśród nich ja! Przeżywam, bo już od dawna marzyłam, by zobaczyć tę aktorkę na scenie, zawsze jednak coś stawało na przeszkodzie. No i może w końcu się uda!

Przeżywam też, bo pogoda nie sprzyja bieganiu w szpilkach ani noszeniu spódnicy, jak to mówi Kasia "wieje złem" (to znaczy Kasia mówi, że pizga, ale nie chciałam przeklinać :P), tymczasem okoliczności wymagają, by ubrać jednak coś bardziej wyrafinowanego niż spodnie ocieplane polarem. I co zrobić?! Jak się tak człowiek natknie na Macieja, to trzeba przecież jakoś wyglądać. Rozważam więc różne możliwości, ale jakbym nie kombinowała, to albo będzie mi zimno od pasa w dół, albo od pasa w górę. 

Pociesza mnie jedynie to, że na jednym z katowickich potykaczy lato obiecało, że wróci. Lato, trzymam cię za słowo i czekam! :)

lato

Mroźne Katowice i dodająca otuchy obietnica lata ;) Z Przemkiem. 

niedziela, 29 stycznia 2017

szminkaOstatnio na Facebooku zamieściłam moje zimowe zdjęcie i parę koleżanek zapytało mnie, gdzie ja chodzę w TAKIEJ szmince - takiej, czyli krwistoczerwonej. Yyy... No, jak to gdzie? :) Do pracy, do parku, na spacer z psem, na zakupy. Wszędzie, jeśli tylko mam na to akurat ochotę. 

Zdaję sobie sprawę, że życie bywa skomplikowane i nie zawsze można robić to, co chcemy. Że czasami trzeba się nagiąć, zmusić i robić to, co do nas należy - podoba się nam, czy nie. Ale do noszenia czerwonej szminki wystarczy odrobinę odwagi - jeśli się ją lubi, nie trzeba czekać na specjalną okazję, imprezę, wyjście. Kupujemy, malujemy i już. 

W mojej kosmetyczce szminki są przede wszystkim czerwone. Bo lubię. I mam w nosie, co o tym myślą inni. Wyrosłam już na szczęście z chęci podobania się wszystkim. Dojrzałam natomiast do spełniania swoich zachcianek :) i do tego, by sprawiać sobie małe przyjemności - niezależnie od tego, czy jest to czerwona szminka, czy gorąca czekolada wypita nad zamarzniętym jeziorem.  

Nie czekajcie na okazje - po prostu malujcie usta i wprowadzajcie nieco kolorytu w ten zimowy krajobraz :) A przede wszystkim korzystajcie z tego, że dzisiaj jeszcze możecie, bo jutro to nigdy nie wiadomo... 

Na koniec jeden z moich ulubionych wierszy Haśki - o szmince, oczywiście, bo Haśka, kiedy bym jej nie czytała, zawsze jest w temacie ;) 

Halina Poświatowska

Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę, to jest bardzo 

głupie nosić szminkę w kieszeni, gdy ty patrzysz na 

mnie tak poważnie, jakbyś w moich oczach widział gotycki

kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką – 

drżeniem liści, które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu 

przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu. I kiedy

cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają nie tknięte,

a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd wiem, że masz

bardzo piękne usta.

sobota, 28 stycznia 2017

Film o Stephenie Hawkingu "Teoria wszystkiego" zrobił na mnie ogromne wrażenie - kilka razy wzruszenie chwyciło mnie za gardło i cieszyłam się, że oglądam go sama, bo był dla mnie bardzo osobisty. Przeżywałam go podskórnie, tak bliskie mi były podjęte w nim tematy. 

Dlatego wypożyczyłam książkę Jane Hawking "Podróż ku nieskończoności", bo byłam ciekawa, jak to wszystko wyglądało z jej strony. Jak z perspektywy opiekuna żyje się z tak chorą osobą. No i się dowiedziałam. 

hawkingŻona Hawkinga napisała bardzo szczerą i bardzo długą (ponad 500 stron) autobiografię, w której głównie:

a) opowiada, jak im było ciężko;

b) żali się, że nikt jej nie doceniał;

c) pokazuje, jak bardzo czuła się niedowartościowana przy sławnym mężu.

Na początku jej współczułam. Potem zaczęła mnie drażnić. A na końcu, gdy zasugerowała, że większość niepełnosprawnych w związkach jest zdradzanych, po prostu mnie wkurzyła. Sama, opiekując się Stephenem, mieszkając z nim i płodząc z nim dzieci, miała kochanka - i to takiego, który regularnie i jawnie bywał w ich domu. To było w porządku, ale gdy Hawking związał się ze swoją pielęgniarką, jego żona poczuła się dotknięta do żywego. 

"Nie mogłam mu tego odmówić i gotowa byłam zaakceptować ten stan rzeczy - na takiej samej zasadzie, na jakiej on wielkodusznie nie sprzeciwiał się mojemu związkowi z Jonathanem - pod warunkiem jednak, że będzie się to odbywało dyskretnie i nie stworzy zagrożenia dla naszej rodziny, naszych dzieci i naszego domu oraz nie zniszczy ustalonego w takich bólach grafiku pielęgniarek" - napisała. Trudno w to uwierzyć, ale tak niektórzy postrzegają troskę o rodzinę. Nieważne kto z kim sypia, ważne natomiast, by zachować pozory normalności i by z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. 

Nie jestem Jane. Nie mogę jej oceniać, bo nie żyłam jej życiem. Ale z tego, co napisała, wyłania się osoba mocno pogubiona, zakompleksiona, a momentami - nawet zakłamana. Jestem ciekawa, czy udało jej się odnaleźć w drugim małżeństwie, czy po prostu "ten typ tak ma". 

Teraz chciałabym, by Hawking napisał autobiografię. Pewnie jednak tego nie zrobi, bo faceci po prostu o pewnych rzeczach nie mówią. I Jane chyba też nie powinna. 

niedziela, 22 stycznia 2017

- Ty jesteś jak Magda Gessler - mówi do mnie Mama. - Trzy talerzyki i na każdym coś zostawione. 

- Ciesz się, że nimi nie rzuca - pociesza Tata. 

- Nie rzuca tylko dlatego, że nie ma siły - Mama nie ma złudzeń. 

No cóż, imię zobowiązuje ;) I przyznam szczerze - nie mogę się doczekać dnia, kiedy będę w stanie porządnie walnąć jakimś solidnym talerzem. Chyba z tej okazji kupię sobie całą zastawę :) Oby. Oby!

 

środa, 18 stycznia 2017

Od samego początku w promocji "Cykora" pomagała mi Ania Buczkowska, aktorka i prezenterka, moja dobra znajoma. Po raz pierwszy zaprezentowała go dzieciom już w czerwcu, w ramach akcji "Cała Polska czyta dzieciom" w Filii nr 12 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach. 

calapolska

Natomiast wczoraj (17 stycznia) "Cykor" razem z Anią wzięli udział w feriach w City Point w Tychach w ramach literackich wtorków. Dzieci nie tylko wysłuchały kociej historii, ale też rysowały poszczególnych bohaterów, a najbardziej aktywni uczestnicy wygrali książki z autografem :)

citypoint

Serdecznie dziękuję Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tychach oraz City Point Tychy za tak ciepłe przyjęcie mojej książki i możliwość zaprezentowania jej młodym Czytelnikom :) Przede wszystkim zaś dziękuję Ani, która uwierzyła w "Cykora" dużo wcześniej i dużo bardziej niż ja, która cały czas mobilizuje mnie do pisania i do aktywności, która dodaje mi powera i we mnie wierzy jak mało kto. Aniu, jesteś moim prawdziwym coachem! :) DZIĘKUJĘ!

ania

Anię Buczkowską możecie zobaczyć m.in. w telewizji TVS w programie "Dobrze wiedzieć"

Przy okazji pozdrawiam wszystkich małych twórców, którzy tak pięknie narysowali wymyślonych przeze mnie bohaterów :) Udanych ferii, dzieciaki, najlepiej z dobrą książką! 

rysunki

sobota, 14 stycznia 2017

Dawno nie było żadnej recenzji, prawda? Dzisiaj więc kilka słów o przepięknej książce dla młodzieży. Recenzja ukazała się w czasopiśmie "Guliwer" (nr 2/2016):

Wakacyjny, przyspieszony kurs dojrzewania – tak można w kilku słowach streścić powieść Katarzyny Ryrych "Król". Jednak cokolwiek by nie napisać, nie odda to atmosfery tej książki – klimatu upalnego lata wśród szarego i brudnego blokowiska. Charakterystyczne postacie, doskonała narracja, trafne spostrzeżenia dotyczące współczesnego świata, a przede wszystkim głęboka nauka, jaka płynie z tej historii, sprawiają, że nie można się od niej oderwać. 

„Tamtego lata rozpaczliwie potrzebowałem kogoś, w kogo mógłbym wierzyć, i ślepo broniłem swojej wiary”  – mówi Patryk, główny bohater książki. Jego narracja jest nad wyraz dojrzała, prowadzona z perspektywy czasu, chociaż opisywane wydarzenia miały miejsce, gdy był zaledwie siedmiolatkiem. Wtedy jego życie całkowicie się zmieniło – z domku jednorodzinnego przeprowadził się wraz z rodzicami do bloku zwanego Brooklynem – miejsca, w którym mieszkali najubożsi, a po śmietnikach biegały szczury. Kłopoty finansowe doprowadziły jego ojca do załamania nerwowego i chłopiec został sam z matką – miał więc więcej swobody, zwłaszcza w wakacje. 

„Miałem siedem lat i byłem największym dupkiem w okolicy. Dzisiaj myślę zupełnie inaczej, ale wtedy naprawdę byłem największym frajerem”  – opowiada Patryk, jednak czytelnik postrzega go raczej jako nieszczęśliwego dzieciaka – wyrwanego z dotychczasowego środowiska, bitego przez ojca, a w końcu – pozostawionego samemu sobie. Dzieciaka, który miał ogromne szczęście, bo na swojej drodze spotkał kogoś, kto pokazał mu, jak niewiele trzeba, by żyć dobrze i pięknie.

krolZarówno dla czytelników, jak i dla Patryka pozostanie tajemnicą, kim był Celestyn – mężczyzna z wytatuowanymi na plecach skrzydłami, który przez całe wakacje uczył go pływać, konstruować latawce, rozpoznawać rośliny. Spotkany przypadkowo w parku, stał się najlepszym przyjacielem chłopca i jego mentorem. „Włosy nieznajomego były zupełnie białe – jak włosy wiedźmina”  – zauważył Patryk, gdy zobaczył go po raz pierwszy. Czasami można odnieść wrażenie, że Celestyn nie jest postacią realną – nagle się pojawia, a po pewnym czasie znika na zawsze, jest wyzwolony z doczesnych trosk. Ma w sobie spokój i mądrość anielskiego przewodnika, który daje się poznać osobiście tylko wtedy, gdy człowiek jest zagubiony i nie wie, gdzie podążać dalej. 

Z drugiej jednak strony autorka daje czytelnikom subtelne sygnały, że Celestyn jest niezwykły przez to, co robi, a nie przez to, kim jest. Bo można się domyślić, że jego status społeczny nie jest wysoki – „hotel dla VIP-ów”, w którym śpi, to nic innego jak noclegownia, natomiast liczne „zaproszenia do restauracji” to bloczki przyznawane najuboższym. Nie jest to jednak powiedziane wprost. Magia trwa – i to do samego końca.

Dzięki temu fabuła staje się nieco baśniowa – dopełnia ją staw wypełniony bogactwem, nocne wyprawy i łabędzie – symbolizujące piękno, dające nadzieję. „Gdyby nie te łabędzie, wtedy, kiedy pokazała mi je matka, miasto przygniotłoby mnie swoją szarością, przywaliłaby mnie ciężka bryła Brooklynu”  – wspomina Patryk, który dzięki Celestynowi zyskał odwagę i chęć do tego, by walczyć o siebie. Nowy przyjaciel pomaga mu nie tylko dojrzeć, ale też odnaleźć się w społeczności, która rządzi się twardymi prawami. Patryk szybko jednak zaczyna rozumieć, że nie wystarczy zaakceptować daną sytuację – trzeba też zapomnieć o tym, co było i co już nigdy nie wróci.

Początkowo może wydawać się, że "Król" to (nieco utopijna) apoteoza bezdomności. „Tak naprawdę ważne jest, żeby nie być głodnym i mieć gdzie spać”  – mówi Celestyn. Ma mnóstwo wolnego czasu, dzień rozpoczyna od lektury prasy na ławce w parku, pieniądze wyławia ze stawu, żywi się skromnie, ale smacznie i obficie, robi tylko to, na co ma ochotę – czego chcieć więcej? Na szczęście, dla zachowania równowagi, autorka umiejętnie wplotła w fabułę informacje o tym, że czasami brakowało mu „zaproszeń do restauracji”, a w „hotelu dla VIP-ów” zdarzały się kradzieże. Bohater stanowczo też odradził Patrykowi ucieczkę z domu, podsumowując, że tego typu wolność nie jest łatwa i miła. „W zasadzie cały czas zwiewasz jak zając. A myślałeś, że będziesz żyć jak król”  – podsumowuje. Tym jednym zdaniem Katarzyna Ryrych dokonuje zabiegu niezwykłego – detronizuje swojego tytułowego bohatera, odbiera mu berło i ukazuje jego prawdziwy los – kogoś, kto płaci za swoją wolność ogromną cenę.

Młodym czytelnikom trudno będzie odczytać tę powieść na wszystkich płaszczyznach i w pełni zrozumieć jej przesłanie. Jest w niej bowiem wiele treści – niektórych solidnie ukrytych – i sporo wątków. Jednak każdy – zarówno starszy, jak i młodszy odbiorca znajdzie w niej coś dla siebie. Dramatyczna historia Patryka, doskonałe dialogi i tajemnicza postać Celestyna składają się na książkę wyjątkową, która zapewne stanie się ulubioną lekturą współczesnych nastolatków – taką, do której będą mogli wrócić po latach, po to, by odkryć ją na nowo.  

środa, 11 stycznia 2017

- Tato, czy wiesz, skąd się wzięło słowo "smog"*?

- Oczywiście! Słowo "smog" wzięło się od smoka, tego wawelskiego. To on pierwszy narobił takiego dymu. Potem sobie Anglicy zmienili "k" na "g", żeby im lepiej brzmiało, tak z angielska. 

No. 

Jeśli masz ojca z bujną wyobraźnią nigdy NIGDY nie próbuj go zagiąć jakimiś językoznawczymi dyrdymałami, bo i tak ostatecznie zabraknie ci ciętej riposty ;) Darowałam więc sobie moje fachowe tłumaczenia i zostałam ze smokiem, który w ostatnich dniach wykańczał moje słabe płuca. Ale na szczęście chwilowo przestał ziać. Oby sobie poszedł na dłużej. 

* "smog" to zbitka angielskich "smoke" (dym) i "fog" (mgła) 

smog

To miało być foto ze smogiem i wschodzącym słońcem, potem tylko ze smogiem, a ostatecznie wyszło foto ze mną :) Zimowo pozdrawiam!

Tagi: smog
22:43, blondyn_i_blondyna83 , Całe życie z wariatami
Link Komentarze (2) »
sobota, 07 stycznia 2017

Co roku w ramach Tyskich Wieczorów Kolędowych uczestniczę w koncercie Piwnicy pod Baranami - za każdym razem jest tak samo pięknie i klimatycznie. Bo co innego przyjść, zaśpiewać i zagrać, a co innego stworzyć niezwykłą atmosferę, która otula widza jak ciepły koc. Artyści Piwnicy pod Baranami nie występują, oni kreują jedyny w swoim rodzaju spektakl, chociaż teoretycznie jest to tylko śpiewanie kolęd i pastorałek. Zawsze siadam w pierwszym rzędzie, bo poza tym, że mają piękne głosy, tworzą bardzo barwny zespół. Lubię patrzeć na kudłatego Piotra Kubowicza i dystyngowaną Tamarę Kalinowską. 

W tym roku Piwnica pod Baranami wystąpi w Tychach jutro (8 stycznia) po mszy o godzinie 17 w kościele bł. Karoliny Kóźkówny. Wstęp wolny - tak samo jak na inne koncerty Tyskich Wieczorów Kolędowych (a w programie m.in. występy Krystyny Prońko i Grażyny Łobaszewskiej). Warto więc (pomimo mrozów) wybrać się do Tychów i jeszcze przez chwilę poczuć magię świąt :)

twk

piątek, 06 stycznia 2017

Często pytacie, co mnie inspiruje - i raczej chodzi Wam o inspirację do życia, a nie do pisania. Skąd biorę motywację? Od dłuższego czasu lubię zaglądać do Beaty Pawlikowskiej. Początkowo myślałam, że jest to kolejna paniusia, która ma kupę kasy, żyje jak król, buja się po świecie i doradza innym ludziom, jak żyć. Niestety, tego typu "mówcy" pojawiają się jak grzyby po deszczu - gadają w kółko te same frazesy, a jak ich się nieco dłużej posłucha, to okazuje się, że nie tylko cały czas mówią to samo, ale są to same banały. 

Przyznaję, myślałam, że z Pawlikowską jest podobnie. Ale trafiłam na jej jeden cytat, drugi, trzeci - i coraz bardziej mi się podobała jej filozofia życia. Bo Pawlikowska mówi tylko wtedy, gdy faktycznie ma coś do powiedzenia. Bo musiała przejść długą drogę, by mówić w taki sposób. Bo pewnie wiele doświadczyła w życiu - i teraz się tym dzieli, bez nachalności i sadzenia głupot. 

Niektórych drażni jej optymizm i jest to zrozumiałe, bo jak człowiekowi wali się na głowę świat i czyta: "Uśmiecham się! Tak, uśmiecham się także wtedy, kiedy nie mam na to ochoty! Bo uśmiech zmienia wszystko na lepsze!", to ma ochotę jedynie żałośnie zarżeć. Nie zawsze można się uśmiechać. Nie zawsze jest wesoło. Ale można się nauczyć, jak zachować wewnętrzną równowagę i jak przyjmować wszystko, co otrzymujemy, jako wskazówkę do stawania się lepszym człowiekiem. I o tym właśnie mówi/pisze Pawlikowska.

Dlatego już latem kupiłam sobie jej kalendarz - i był to naprawdę świetny wybór. Jest w nim cytat/myśl na każdy dzień, zaznaczone są różne dziwne święta i dni - na przykład wczoraj był Dzień bez Załamywania Rąk, a 14 stycznia wypada Międzynarodowy Dzień Latawca :) Całość jest oczywiście kolorowa, a kartki odpowiednio miękkie do spania dla kota (Łacio już wypróbował i jest bardzo zadowolony). Jednym słowem - warto kupić i się motywować :) Taki kalendarz to spora przyjemność, a takie małe przyjemności składają się przecież na nasz dobry humor każdego dnia. 

pawlikowska

Sylwestrowa sesja z kalendarzem ;)

Na studiach omijałam Kisiela szerokim łukiem - teraz nadrabiam. Przyznam, że niespecjalnie mnie porwał, ale niektóre jego aforyzmy i złote myśli są naprawdę ujmujące. Zwłaszcza te o Nowym Roku przypadły mi do gustu - są zupełnie inne od tego, co serwują social media. 

 kisiel

 
1 , 2
Tagi