Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
czwartek, 24 listopada 2016

Piękną niespodziankę zrobili mi dzisiaj Radni z Rady Miasta Tychy, którzy włączyli się do akcji "Tak dla terapii na SMA w Polsce". Podczas sesji zrobili sobie taką oto symboliczną fotkę: 

rada

fot. archiwum UM

Bardzo, bardzo się wzruszyłam! Dziękuję za ten gest solidarności, za zaangażowanie, za rozpowszechnianie informacji o pierwszym leku na zanik mięśni. Serce rośnie! Specjalne ukłony dla Przewodniczącego Macieja Gramatyki, który nie tylko wyraził zainteresowanie tematem, ale też zapoznał z nim innych :) 

Przy okazji dziękuję też wszystkim, którzy ostatnio robili sobie fotki w ramach akcji "Tak dla terapii na SMA w Polsce" - mojej Rodzince, znajomym, koleżankom z pracy. Dzięki Wam mój profil na facebooku jest pełen pozytywnej mocy, a wieść o leku płynie w świat!

Małe gesty znaczą więcej niż wielkie słowa :) Bardzo te małe gesty cenię, bo niosą ze sobą informację, że czekam na ten lek nie tylko ja, ale też osoby, które po prostu mi kibicują :) I od razu człowiekowi jakoś lżej i radośniej rano wstawać! Dziękuję <3

środa, 23 listopada 2016

Napisałam do Łukasza, czy nie zgubił czapki, bo znalazłam takową w aucie. Okazało się, że owszem. I że to jest bardzo ważna czapka. Po wstępnych wyjaśnieniach i ustaleniach, a także po krótkiej chwili zastanowienia, dostałam od Łukasza wiadomość:

To idziemy na dżentelmeńską umowę

Do czasu kiedy jej nie odbiorę

Możesz ją sobie z powodzeniem nosić

TYLKO NIE ZEPSUJ

Hahahahaha. Gdzieżbym śmiała zabrać w plener takie cenne nakrycie głowy! W życiu bym nie ryzykowała. Czapka leży więc w bezpiecznym miejscu i czeka na właściciela. Strach myśleć, co by się stało, gdybym jednak ZEPSUŁA :P

 
16:20, blondyn_i_blondyna83 , Całe życie z wariatami
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 listopada 2016

Minął rok, a ja nadal nie wykasowałam numeru Moniki z telefonu. Cały czas wydaje mi się, że ona dalej JEST i że w każdej chwili mogę do niej zadzwonić lub napisać. Do jej maili, które wysyłała mi zazwyczaj ciemną nocą albo bladym świtem na razie nie zaglądam. Nie chcę i nie umiem o niej myśleć w czasie przeszłym.

Dlatego jej wydane pośmiertnie opowiadania przeczytałam dopiero jesienią (ukazały się w czerwcu w tomie zatytułowanym "Słońce świeci wszystkim"). Trudno mi się było za nie zabrać, bo czytać Monikę to tak jakby z nią rozmawiać... Ale połknęłam tę książkę szybko, uśmiechnęłam się, powzruszałam - i zostałam z ciepłem w sercu, jak zawsze. 

Monika pozostawiła w moim życiu same dobre wspomnienia. Często o niej myślę. I jestem pewna, że faktycznie została "aniołem na spacerze". 

Dzisiaj, w rocznicę jej śmierci, ukazała się informacja o kolejnej książce, tym razem wspomnieniowej. Już nie mogę się jej doczekać - wygląda na to, że będzie to taka "Monika w pigułce".

dupersznyty

Nie ma jej, a jednak nadal jest - na mojej półce z książkami, w wielu polskich biblioteczkach i bibliotekach. Ot, taka magia literatury :) Monika pisząc, zostawiła nam spory kawałek siebie, swojej dobroci i optymizmu. I tylko to jest pocieszające w tej smutnej rocznicy. Bo bardzo, bardzo żal, że odeszła tak szybko. 

Moniko [*] Pamiętam!

sobota, 19 listopada 2016

Wśród moich ulubionych starszych panów, ostatnich dżentelmenów, inteligentnych i sprawnie posługujących się ciętą ripostą jest Pan Krzysztof Daukszewicz. Szkła Kontaktowego nie oglądam, natomiast cenię spotkania z Daukszewiczem w ramach Kabaretowej Sceny Trójki, które odbywają się w Teatrze Korez. Ostatnie było w czwartek i jak zwykle przeciągnęło się do późnych godzin. Ale było warto! Dopisała publiczność (dziki tłum), a Antoni Gorgoń-Grucha, który występował przed Daukszewiczem, po prostu rozbawił nas do łez. 

Główny bohater wieczoru jak zwykle w formie i jak zwykle na bieżąco z tym, co dzieje się w naszym kraju. Lubię jego występy, bo mają formę dialogu, pogawędki, szybko więc znika dystans artysta-publiczność, a robi się atmosfera luźnego spotkania starych znajomych. Poza tym Daukszewicz to jeden z niewielu polskich satyryków, który autentycznie mnie bawi - już od kilku dobrych lat nie jestem w stanie oglądać polskich kabaretów, które zalewają telewizję. 

Moja ulubiona piosenka Daukszewicza, śpiewana zazwyczaj na koniec występu, to "A kiedy już odejdę stąd". 

W poniedziałek natomiast spotkanie z kolejnym starszym panem, którego wrażliwość jest mi bardzo bliska - w tyskiej Mediatece pojawi się Andrzej Poniedzielski.

poniedzielski

W grudniu w Mediatece odbędzie się też spotkanie z Arturem Andrusem, który jest dużo młodszy od wymienionych wyżej starszych panów, ale inteligencją i poczuciem humoru im dorównuje :) Polecam i do zobaczenia!

wtorek, 15 listopada 2016

Jeśli choruje się na zanik mięśni, trzeba się otworzyć na obcych ludzi - wolontariuszy, terapeutów, rehabilitantów. Z czasem stają się oni dobrymi znajomymi, stałym fragmentem codzienności, ale początki są zawsze trudne - bo trzeba wpuścić kogoś do swojego domu i życia. 

Ponad miesiąc temu do naszego teamu dołączył nowy rehabilitant. Jak zwykle był lekki stres - chociaż fachowiec z polecenia, a nie z ulicy. Przeżywałam, przeżywałam, aż w końcu Tata mi wyjaśnił, że Brad Pitt ma gorzej. 

- On, jak zatrudnia gosposię albo kogoś, to nigdy nie wie, czy mu jakiejś kompromitującej fotki nie zrobią i nie wyślą do gazety. A poza tym popatrz - u nas tylko parę osób, a u Brada cała armia nianiek i kamerdynerów. Ten to ma przekichane!

No, tak. Po prostu życie Brada to gehenna. Teraz już to wiem ;)

Tagi: brad pitt
17:25, blondyn_i_blondyna83 , Całe życie z wariatami
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 listopada 2016

"Pepę w raju" czyta się z przyjemnością, nawet jeśli nie ma się nastu lat. Recenzja ukazała się w czasopiśmie "Guliwer" (nr 2/2016): 

"Pepa w raju" Katarzyny Ryrych to lektura na jeden wieczór – i to niecały. Powieść jest krótka, czyta się ją szybko i trudno przerwać, bo tak jest nastrojowa i wciągająca. Nie ma w niej nic zaskakującego, w sumie od początku wiadomo, jak się skończy, a mimo wszystko nie można się od niej oderwać. 

Wielka miłość i przedwczesna śmierć – „banał (…) – temat wyeksploatowany na wszelkie możliwe sposoby” . Ona jest niezwykła, wyróżniająca się w tłumie, a on w niej szaleńczo zakochany – wszystko to trochę przypomina "Love story" Ericha Segala, a trochę "Jesienną miłość" Nicholasa Sparksa. Chciałoby się powiedzieć – to już było. Ale historia o Pepie jest naprawdę urzekająca i świetnie opowiedziana. pepa

„Moja dziewczyna – błyskawica, nieprzewidywalna, pełna najdziwaczniejszych pomysłów, najbardziej zaskakujących zachowań”  – tak wspomina ją Michał. Bohaterka stworzona przez Katarzynę Ryrych jest też bardzo sensualna, dziewczęca, pełna życia. Zupełnie nie pasuje do miejscowego, całkiem zwyczajnego cmentarza, więc na jej grobie nie leżą kwiaty, nie palą się znicze, lecz stoi bałwan. Pepa umiera młodo, tuż po maturze, nie zostaje po niej nic, nawet ubrania, które jej matka oddaje do Caritasu. Dlatego Michał postanawia zrobić coś, co ją upamiętni, a jemu pomoże pogodzić się ze stratą. 

Miłość Pepy i Michała jest pełna wdzięku – trudno o taką we współczesnym świecie. Uczucie dwojga młodych ludzi rozwija się powoli, dojrzewa, łączy się z poważnymi planami na przyszłość, a nie tylko z chwilową przyjemnością. Składają się na nią drobne sprawy, gesty, wzajemny szacunek i troska. Bohaterów łączy wielka miłość – Michał upamiętnia ją nieco banalnym napisem na kościelnej ławce. 

Tłem tego uczucia są rozważania o sztuce, bo narratorką "Pepy w raju, czyli Najkrótszej opowieści o miłości" jest aktorka, która przeżywa załamanie po tym, jak jej film został nieprzychylnie przyjęty – zarówno przez krytyków, jak i przez publiczność. W czasie wizyty w rodzinnym miasteczku Pepy uświadamia sobie, że współcześni odbiorcy, obcując ze sztuką, najczęściej oczekują wytchnienia – radości i wzruszeń, niezbyt skomplikowanych, za to przejmujących do głębi. Dlatego warto im mówić o tym, co znają i czego doświadczają na co dzień – o małych miejscowościach, ich mieszkańcach i historiach, które tylko pozornie wydają się zwyczajne – w rzeczywistości każda z nich jest wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna. 

Codzienność i rutyna małych miasteczek to kolejny poruszany przez Katarzynę Ryrych temat. Co zrobić, by nie zlać się z szarym tłumem? Jak żyć, by zachować swoje marzenia? Czy można uciec przed monotonią? W jaki sposób poruszyć lokalną społeczność i wyłamać się z jej szeregów? Wszystko to jest przedmiotem rozważań narratorki, która budząc się po miesiącach stagnacji, zaczyna rozumieć, że najważniejsze są podejmowane próby, a niekoniecznie osiągane efekty. Ważne jest, by działać.  

Uczucia, pogrzebane marzenia, rutyna ludzkiego życia – wszystkie te wątki składają się na Pepę w raju", która jest czymś więcej niż zwykłą historią o miłości. Warto sięgnąć po tę książkę w każdym wieku – jest słodka jak różowe okulary Pepy i przejmująca jak jej oczy błyszczące w ciemności. 

23:38, blondyn_i_blondyna83 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 listopada 2016

Czy jest coś gorszego niż listopad? Nie bardzo. 

listopad

W tym roku jednak mam nadzieję, że minie tak szybko i niepostrzeżenie jak październik. Po cichutku (cichuteńku!) liczę też, że może nawet czymś pozytywnie mnie zaskoczy :)

Kochani, dajmy szansę listopadowi! Niech się chłopak wykaże :D 

happy

(witając listopad, rozpoczynam oczywiście odliczanie do wiosny ;) w końcu to tylko parę miesięcy, zleci!)

00:16, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2016

Ja wiem, kiepska to blogerka, która pisze po miesiącu o ważnym wydarzeniu ;) A Śląskie Targi Książki były dla mnie bardzo ważne - z wielu względów :) Jednak październik minął tak szybko, że ani się nie obejrzałam, a nastał listopad. 

Czas więc, czas najwyższy! na relację :) Chociaż tak naprawdę żadne słowa nie oddadzą tego, jak fantastycznie czuje się prawdziwy mól książkowy wśród innych moli :) Zwłaszcza, gdy ma obok siebie kogoś, kto cierpliwie kopie w kupkach i przeszukuje stosiki :D Moja asystentka Ela po prostu zasługuje na medal, taka była dzielna :)

książki

Na targach pojawiłam się głównie dzięki Wydawnictwu Literatura, które zaprosiło mnie w ramach promocji "Cykora". Tak jak już kiedyś pisałam, dotychczas "Cykor" promował się głównie sam, była więc okazja do nadrobienia zaległości. W gruncie rzeczy myślałam, że przyjdę na stoisko, posiedzę, porozmawiam z ekipą z Wydawnictwa - i tyle. Tymczasem okazało się, że miałam sporo roboty - "Cykor" świetnie się sprzedaje, mogłam się o tym przekonać w trakcie mojego godzinnego dyżuru, siedziałam więc i z wypiekami na twarzy podpisywałam i rozdawałam uśmiechy :)

podpisywanie

Poza Czytelnikami na stoisku pojawiła się też silna grupa wsparcia złożona z moich znajomych, odwiedziła mnie nawet prof. Heska-Kwaśniewicz z wnukami, więc ta godzinka minęła po prostu niczym mgnienie oka. Było przemiło, dziękuję! :) 

W czasie targów uczestniczyłam też w jubileuszu czasopisma "Guliwer", zaczepiałam przebierańców, zaglądałam tu i ówdzie, a przede wszystkim - cieszyłam się świetnym samopoczuciem :) To był po prostu bardzo dobry dzień :)

śtk

Wróciłam pełna entuzjazmu, z książkami i z pomysłami na książki. Październik miałam mocno rozrywkowy, ale listopad i grudzień chciałabym całkowicie poświęcić na pisanie. Będzie to wymagało ode mnie sporej dyscypliny, może jednak się uda. Trzymajcie kciuki!

fot. Ela Kamińska

Tagi