Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
piątek, 30 czerwca 2017

Próbowałam zachować jako taką chronologię na tym blogu, ale dzieje się tak wiele, że nie nadążam ;) Tymczasem są takie sytuacje i wydarzenia, które trzeba opisywać na bieżąco. Na przykład pożegnanie Elki. 

elaElka współpracowała ze mną rok, a teraz wyrusza w świat spełniać marzenia :) Powiem Wam, że to bardzo ożywcze spędzać czas z młodzieżą, która stoi u progu dorosłości i wie, że ma przed sobą wszystko. 

Przy Elce mentalnie odmłodniałam, ale przede wszystkim poznałam szkolne realia, slang, zwyczaje. Myślę, że zaowocuje to w jakiejś mojej książce :) Szkoda by było zmarnować taki materiał, a zbierałam go mimowolnie przez ostatnie 12 miesięcy. 

Elka pomagała mi na co dzień, pojechała też ze mną do Warszawy i na wieś. Wielokrotnie wykazała się dojrzałością i otwartością, bo nie jest łatwo (zwłaszcza w wieku 18 lat) opiekować się kimś tak chorym jak ja. 

Szacun, Elka :) Trzymam kciuki za wszystkie Twoje marzenia, mocno wierzę, że się spełnią i dziękuję za ten dobry, wspólny czas - za przygody teatralne i kulinarne, wyprawy (z krzesełkiem i bez), za malowanie paznokci, wszystkie szalone sesje zdjęciowe, wiejskie wycieczki, za sprawdzanie, czy żyję ;), wspólne sprzątanie (zwłaszcza nocne), za zaangażowanie, cierpliwość, no i za niezapomnianą walkę z owadami w lesie :P Będziemy tęsknić - ja i Twój przyjaciel Eguś też :) 

Tagi: młodzież
13:37, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 czerwca 2017

- Julka, tylko zjem śniadanie i już lecę. 

- Na Paprocanach też możemy coś zjeść. 

- Ale tam są same frytki, zapiekanki itd. A ja tu zajadam pomidory.

- Rozumiem, udajesz, że jesteś fit. Też to czasem robię. 

Swój swojego zrozumie :D

Dialog wprawdzie sprzed tygodnia, ale myślę, że jeszcze długo będzie aktualny ;)

jula michał

Z Julką i Michałem w słoneczne, niedzielne popołudnie :) 

niedziela, 25 czerwca 2017

Śląsk, piąta strona świata, to miejsce, gdzie zacierają się granice, a historia bawi się ludźmi i narodami. Nie sposób zamknąć go w sztywne ramy ani opowiedzieć od początku do końca. Można tylko próbować odsłaniać po kawałku, zestawić z tysiąca zabawnych, tajemniczych i fascynujących ludzkich historii. 

Mieszkam na Śląsku od 34 lat i muszę przyznać, że odkrywam go, a przy okazji śląską gwarę od niedawna - głównie dzięki bliższym i dalszym znajomościom z osobami, które cenią i szanują tę ziemię, jej tradycje i historie. Dlatego cieszę się, że trafiłam do Teatru Śląskiego na "Piątą stronę świata". 

plakatPowiedzieć, że jest to świetna sztuka, to za mało. To doskonale skrojone przedstawienie na podstawie książki Kazimierza Kutza pod tym samym tytułem. 

Narrator, opowiadając historię swojej rodziny i przyjaciół, pokazuje tak naprawdę trudne dzieje śląskiej ziemi ostatnich kilkudziesięciu lat. Jest tu wszystko, co pamiętają i czego nie chcą pamiętać Ślązacy. Jest radość i cierpienie, pamięć i tęsknota za tym, co nieodwołalnie minęło. To przemijanie staje się głównym tematem - takie przemijanie, które łapie za serce i gardło. 

Monumentalna i symboliczna scena wesela jest po prostu mistrzowska - przypomina filmowe kadry, stanowi podsumowanie i pozwala w pełni zrozumieć, jak różnorodny jest Śląsk i jego mieszkańcy. Uświadamia, jak wiele śląskie rodziny musiały przejść i zachęca, by tę zagmatwaną, śląską historię poznawać właśnie tak - z perspektywy poszczególnych osób, ludzi i wspólnot, a nie poprzez historyczne fakty i podręczniki. 

Zastanawia mnie, dlaczego tak nie uczono nas o Śląsku w szkole? Dlaczego nikt nam nie tłumaczył, w jak trudnych sytuacjach byli postawieni mieszkańcy tych ziem, ile przeszli i jaki to miało wpływ na losy całych rodzin. Daty niestety szybko ulatują z pamięci, tymczasem historia opowiedziana w "Piątej stronie świata" zostanie we mnie na długo. 

Spektakl Roberta Talarczyka zbudowany jest ze słów i symboli - mało tu rekwizytów, scenografia też jest skromna. Dlatego - pomimo sporej obsady - można się skupić na snutej przez głównego bohatera (Dariusz Chojnacki) opowieści. 

Sezon w Wyspiańskim zakończony, ale jeśli nie byliście na "Piątej stronie świata", możecie sobie ją zaplanować na jesień. Naprawdę warto, bo to jeden z tych spektakli, które po prostu trzeba zobaczyć. 

fot. oficjalny plakat "Piątej strony świata"

środa, 21 czerwca 2017

bodyNa wystawę Body Worlds wybrałam się głównie za sprawą Kasi. I muszę przyznać - było warto. Trochę się obawiałam własnych reakcji na widok tak rozczłonkowanych ludzi, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Wszystkie eksponaty były zaprezentowane z należytym szacunkiem. 

Zobaczenie siebie od środka jest nie tylko fascynujące, ale przede wszystkim pouczające, bo człowiek uświadamia sobie, jak skomplikowanym organizmem zarządza. Taka wystawa jest lepsza niż dziesiątki lekcji biologii. 

Dużo czasu spędziłam przy mózgu, rdzeniu kręgowym i kręgosłupie. Pięknie zaprezentowane zostały też płody na różnym etapie rozwoju i płuca. W sumie - im dalej, tym śmielej spoglądałam w gabloty. Wiem już, jak wygląda kość z osteoporozą i bez, a także jak działają by-passy i jak prezentują się mięśnie u tych, którym one nie zanikają ;) 

Wielkim atutem tej wystawy jest to, że nie jest tylko naukową ekspozycją. Plansze z cytatami i wyjaśnieniami nadają jej wyjątkowy wymiar - filozoficzny. Uświadamiają, że my nie istniejemy bez ciała, a ciało bez nas. Przypominają, że z każdym oddechem zbliżamy się do śmierci, a życie jest prawdziwym cudem i trzeba je szanować. 

Jednym słowem - warto. Eksponaty nie śmierdzą, nie gorszą. Są natomiast świetną lekcją anatomii i troski o swoje ciało. 

Ludzkie ciało to cud sprzeczności. Jest proste, a zarazem złożone, wrażliwe, a jednocześnie wytrzymałe. dr Gunther von Hagen

sobota, 17 czerwca 2017

Wszystko jest możliwe - wmawia się nam od jakiegoś czasu. Mówią o tym media, trenerzy personalni, mówcy, a my powtarzamy jak papugi. Jakbyśmy na własnej skórze nie doświadczyli, że życie ma różne odcienie i niekoniecznie wszystko zależy od nas. A przecież bywa tak, że zmienia się wiatr i pcha nasz życiowy stateczek w zupełnie innym kierunku niż planowaliśmy. 

Czasami trzeba przed samym sobą się przyznać, że nasze marzenia były pomyłką. Oj, to jest takie niepopularne teraz słowo. Pomyłka, błąd, porażka. Zdarza się. Nawet najlepszym. Szlam, bagno albo po prostu - zwykłe gówno. 

I co wtedy? Frustracja, rozpacz i łzy. Tak jest zazwyczaj - tym bardziej że zewsząd słyszymy, że NIEMOŻLIWE NIE ISTNIEJE. 

Tymczasem życie mnie nauczyło, że w takiej sytuacji po pierwsze trzeba stanąć w prawdzie - że może to faktycznie nie była moja droga. Nie to miejsce. Nie ten czas. Nie ten człowiek. Niezależnie od tego, czy chodzi o wymarzoną pracę, związek czy podróż. Po drugie - jeżeli już nie ma pola manewru - trzeba odprawić Mały Pogrzebik i odbyć Małą Żałobę. Podkreślam - małą. Malutką. Przeboleć i odsapnąć, bo nie ma nic smutniejszego niż grzebanie własnych, niespełnionych marzeń. 

A następnie zabrać się za kolejne marzenia - te, które faktycznie warto spełnić :) I nie oglądać się wstecz. Nigdy w życiu. 

marzenia

12:12, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 czerwca 2017

michalinaFilm o Michalinie Wisłockiej bardzo mnie wzruszył. Reklamowali go jako film o seksie, tymczasem to jest historia miłości. Taka, że aż wgniata w fotel (a co niektórych w wózek). 

Wypożyczyłam więc sobie jej "Wspomnienia z czasów beztroski" - o tej pierwszej, wielkiej miłości, która tak bardzo pogmatwała jej życie. No i co? Wynudziłam się za wszystkie czasy. Gdyby ta książka miała redaktora, który okroiłby listy i pamiętnik z niepotrzebnych szczegółów, na pewno czytałoby się ją lżej. Lepiej. Milej. I z większym zainteresowaniem. Bo w takiej formie jest to pasjonująca lektura głównie dla rodziny Autorki. 

Doczytałam do końca - i dobrze, bo przy końcówce Wisłocka pisała o wojennej rzeczywistości, co akurat mnie interesuje. Poza tym w książce - poza korespondencją i pamiętnikiem - znalazły się jej komentarze i uwagi do konkretnych sytuacji i te są w tej publikacji najciekawsze. Jest ich jednak niewiele. 

Po tak żmudnej lekturze robię sobie od Wisłockiej przerwę. Ale zapewne skuszę się jeszcze na jej biografię ;)

PS. U mnie ożywczo grzmi i leje. Balkon otwarty. Kocham wiosnę/lato - także w tej wersji :) 

13:50, blondyn_i_blondyna83 , Recenzje
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 czerwca 2017

- Przystojny? - dopytuje Elka. 

- Jak się odezwał, to zrobił się przystojny - przyznaję. 

- To działa też w drugą stronę. Niektórzy przystojni jak się odezwą...

- ... to już wcale tacy przystojni nie są!

- Właśnie!

Bo w niektórych przypadkach milczenie naprawdę jest złotem :)

Wróciłam, będą nowe notki!

23:31, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 maja 2017

Jestem nakręcona

na pakowanie (właśnie trwa!)

na Noc Muzeów w Warszawie

na Warszawę

na Targi Książki

na PKP! 

na podróżowanie

na moją ukochaną Częstochowę

na granie w planszówki

na śniadania pod czereśnią

na czytanie do późna

na odkładane od dawna lektury

na błękit

i na słońce :) zwłaszcza na słońce!

Dlatego chwilowo mnie tu nie będzie, ale 5 czerwca o 17 zagoszczę w Filii nr 1 biblioteki w Kłobucku (ul. Orzeszkowej 44), gdzie spotkam się z Czytelnikami. Do zobaczenia! :) 

opalanie

Czas na urlop! fot. Ela Kamińska

wtorek, 09 maja 2017

halinaTytuł najnowszej płyty Janusza Radka "Kim ty dla mnie jesteś" jest jak wstęp do intymnej rozmowy. I faktycznie po jej wysłuchaniu ma się wrażenie, jakby uczestniczyło się sekretnych zwierzeniach. Teksty oparte na twórczości Haliny Poświatowskiej są sensualne, intensywne, chciałoby się powiedzieć - mocno ukrwione. 

O utworach, na nowo zaaranżowanych przez Janusza Radka, pisałam już przy okazji relacji z jego koncertu w tyskim Teatrze Małym. Wśród nich są dwa szczególnie mi bliskie - "Nie kocham nikogo" i "Zawołaj mnie po imieniu". Na płycie znalazły się też nowe wersje piosenek "Kiedy umrę kochanie" i "W Twoich doskonałych palcach" - w sumie czternaście piosenek, których słucham w kółko :) Połączenie fortepianu akustycznego, nostalgicznych chórów, syntetycznych i elektronicznych dźwięków daje efekt wędrówki w czasie, łączenia tego, co było i tego, co jest. 

Poezja Haliny Poświatowskiej nie zdążyła się zestarzeć i wciąż jest młoda. Nie nabrała całej tej starczej retoryki dystansu i racjonalności spojrzenia, co szczególnie mnie w niej uwodzi. Mimo ułomności, była pełna potencji. Jej poezja jest drogą samodzielności młodej kobiety, wykształconej i mądrej, czyli bardzo współczesnej. W moich utworach starałem się zawrzeć cząstkę tego jej ogromnego pragnienia życia, miłości, wiedzy i świata, i przekazać jej słowa w atrakcyjnym, nowoczesnym brzmieniu i kompozycji. To trochę połączenie dwóch skrajnych wyobrażeń, ale tak właśnie czuję Poświatowską, jako kobietę skrajną i pełną wewnętrznych sprzeczności, czyli po prostu bardzo ludzką – mówi Janusz Radek.

Dzisiaj 82 urodziny Haśki i premiera płyty "Kim ty dla mnie jesteś". Kto nie lubi czytać poezji, może więc posłuchać i przekonać się, jak wyjątkową osobą była Halina. 

niedziela, 07 maja 2017

Kiedy zdawałam maturę z historii, uczyłam się dat, faktów, nazwisk. Nikt natomiast nie wyjaśniał mi, jak trudna była sytuacja na tych ziemiach, które zmieniały "właścicieli" i przynależność narodową. Nikt nie opowiadał nam, uczniom o skomplikowanych historiach rodzinnych, o tym, jak na ziemiach polskich, już po drugiej wojnie światowej, ścierali się Niemcy i Polacy. 

domtesknotNauczono nas, że wojna się skończyła, ale przecież to nie oznaczało powrotu do dawnego porządku. Piotr Adamczyk w swojej powieści "Dom tęsknot" na przykładzie wrocławskiej kamienicy pokazuje, jak splatały się historie Polaków i Niemców - nawet tych, którzy Polskę na zawsze opuścili. Pozostawili po sobie domy, mieszkania, przedmioty codziennego użytku i dzięki nim jeszcze przez wiele lat byli tutaj, w naszym kraju obecni. 

Narracja prowadzona przez Adamczyka to swego rodzaju gawęda, opowieść głównego bohatera - snuta od dzieciństwa aż po dorosłość. Mamy tu więc szczegółowe opisy pozostawionych przez Niemców przedmiotów, ale też opis mieszkania i sąsiadów, a ci stanowili naprawdę osobliwą grupę polsko-niemiecką. 

Mieszają się więc w tej historii zwyczaje, języki, rytuały i nie ma jasnych ram, poza ramami czasowymi. Bo tłem dorastania Piotrusia są ważne, historyczne wydarzenia, które bezpośrednio wpływają na życie całej rodziny.

Dlatego ta powieść tak przypadła mi do gustu - bo jest w niej nostalgia za tym, co odeszło, ale też dynamika powojennej historii. Każdy mieszkaniec kamienicy to osobna opowieść naznaczona przynależnością narodową i społeczną. 

"Dom tęsknot" to jednak nie tylko typowy, powojenny przekrój społeczny. To uczucia - wzruszenia, rozstania i powroty, to w końcu pierwsza i ostatnia miłość, doświadczenia seksualne i życiowe rozczarowania. Do tego wszystkiego dochodzi szczypta magii - poszukiwanie legendarnego kielicha Lutra - i po prostu od lektury nie można się oderwać. 

Starannie napisana, przemyślana, trochę sentymentalna, pozbawiona jedynych słusznych sądów książka. Polecam! :) 

 Grafika - cytat z "Domu tęsknot", źródło: besty.pl

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14
Tagi