Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
niedziela, 12 marca 2017

- Tato, wyciągnij mi tę sukienkę.

- Tę jupę?

- Tato, to nie jest jupa, tylko moja piękna sukienka. 

- To?! To jest jakiś wór. W takim samym Jurand ze Spychowa stał pod zamkiem. 

No, to się dowiedziałam :P 

14:00, blondyn_i_blondyna83 , Moda
Link Dodaj komentarz »

poeticonPoezja śpiewana to jest to, co lubię najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się, że w tyskim Teatrze Małym zaplanowano cykl tego typu koncertów. W Walentynki byłam więc na Krzysztofie Kiljańskim, który śpiewał piosenki z tekstami Jeremiego Przybory. Głos piękny, piosenki świetne, muzycy rewelacyjni (The New Warsaw Trio), ale całość jakaś taka smutna. Jednak wolę te utwory w zupełnie innej oprawie, Kiljański mnie kompletnie do siebie nie przekonał. Natomiast akompaniament miał naprawdę na najwyższym poziomie. 

Dzisiaj kolejny koncert w ramach Poeticonu - taki, na który czekam z niecierpliwością. Bo oto w Tychach zagości znowu Magda Umer, która od kilku dobrych lat koi moje nerwy, pomaga w smuteczkach i towarzyszy mi, gdy nie mogę spać :) Lubię jej głos, wrażliwość i bardzo staranny dobór repertuaru. Codziennie też zaglądam na jej profil na Facebooku, który prowadzi osobiście.

Ci, którzy przegapili dotychczasowy Poeticon, mogą się w kwietniu wybrać na Janusza Radka, który będzie śpiewał moją ulubioną Poświatowską :) 

Mam nadzieję, że to nie koniec i jestem ciekawa kolejnych zaproszonych artystów. Może poezja śpiewana zagości w Tychach na dłużej. Oby!

czwartek, 09 marca 2017

W końcu udało mi się zobaczyć "Kometę, czyli ten okrutny wiek XX wg Jaromira Nohavicy". W pierwszym momencie byłam nieco rozczarowana, bo ubzdurało mi się, że będzie zespół na żywo, a były podkłady i śpiewający aktorzy. Ale szybko mi minęło, bo było tak pięknie, że tego braku zespołu w ogóle się nie odczuwało. Jak zwykle w Korezie na scenie pojawił się Dyrektor, jak zwykle przy minimum środków udało się stworzyć niezwykłą atmosferę i jak zwykle na końcu nie chciało się wychodzić (chociaż po wyjściu okazało się, że na zewnątrz nastała piękna, wiosenna i ciepła noc).

Przed spektaklem, buszując za kulisami z Mrówką, poznałam Panią Elę Okupską, która w "Komecie" zachwyciła mnie swoją naturalnością i barwą głosu. 

"Kometa" to jednak nie tylko piosenki, to też świetnie dobrane videoprojekcje i... stół na kółkach, który staje się wozem (fascynujące, jakie rozwiązania stosuje się w teatrach, zwłaszcza tych kameralnych). 

A już w czerwcu Korez organizuje urodziny Nohavicy - z tej okazji odbędzie się koncert w podcieniach Centrum Kultury Katowice. Biletów już nie ma, ale w dniu koncertu (9 czerwca) można przybyć i (jak to określił Dyrektor) powalczyć ;) A jest o co, bo to będzie naprawdę wyjątkowe spotkanie :) Już nie mogę się doczekać! 

dyrektorZ Dyrektorem w Korezie :) fot. Izabela Mikrut

sobota, 04 marca 2017

Po tygodniu grzecznego siedzenia w domu, rozmyślania, pisania i nadrabiania zaległości wszelkiego typu z radością powitałam wiosenne słońce i piątek :) Piątek, który był początkiem mojego weekendu w teatrze, bo tak się złożyło, że trzy dni pod rząd będę intensywnie obcować ze sztuką. 

Zaczęłam od "Pojedynku" w Teatrze Korez i chociaż nie lubię się dodatkowo bać (w życiu codziennym mam dosyć stresu), to tym razem bałam się z przyjemnością, zwłaszcza w momencie, gdy w rezydencji głównego bohatera wysiadło światło i pojawił się ekscentryczny detektyw. 

Cały ten spektakl jest grą - intrygą, domysłami, zwłaszcza, gdy w trakcie psuje się główny rekwizyt i widzowie już naprawdę nie wiedzą, co było w scenariuszu, a co nie, w którym momencie aktorzy improwizują i jak to wpłynęło na ogólny wydźwięk sztuki. 

Groza w "Pojedynku" jest przyjemna, oswojona, taka w sam raz, bo doprawiona komizmem i świetną grą aktorską. Na scenie mój ulubiony Dyrektor (Mirosław Neinert) i Artur Święs, którego (przyznam) doceniłam dopiero na końcu. 

Po wszystkim człowiek zostaje z refleksją, jak bardzo ryzykowne jest ubarwianie sobie życia. Czasami, z ułańską fantazją, robimy coś, co ma dodać kolorytu naszemu zwyczajnemu żywotowi. Zapominamy jednak, że podejmując jakąś decyzję, wpływamy też na egzystencję innych ludzi i nigdy nie możemy przewidzieć, jaką lawinę wywołamy. 

Bonusem do spektaklu było wystąpienie Dyrektora, który zapowiadając dzisiejszą "Kometę", wzruszał nas i rozśmieszał (jak zwykle). A absolutnym zwieńczeniem tego wieczoru stał się młody mężczyzna w kapeluszu, który na pół autobusu opowiadał o... trumnach i mamuni. Czasami doprawdy można się pomylić, co jest teatrem, a co życiem. 

bozedary

Przed spektaklem jadłyśmy z Kasią sałatki w rejonie Boże Dary :) Strefa Centralna - bardzo fajna knajpa z klimatem, polecam! 

czwartek, 02 marca 2017

Już mogę zdradzić, że na wiosnę planuję dawno odkładane spotkanie z Czytelnikami w Kłobucku - czyli w okolicy, gdzie biesiadowała moja Nastka z "Nie tylko o łajdakach" :)

Przy okazji wrócę jeszcze do spotkań jesiennych - jedno nie doszło do skutku, bo rozłożyło mnie zapalenie oskrzeli, natomiast drugie, w Zespole Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Tychach wspominam bardzo miło. Od progu witali mnie sympatyczni Uczniowie, z którymi miałam okazję spotkać się na ogromnej auli. Chyba nigdy wcześniej nie miałam tak dużego audytorium, w spotkaniu uczestniczyła prawie setka dzieci  - znowu więc się czegoś nauczyłam, bo mój standardowy scenariusz takich spotkań kompletnie się w tej sytuacji nie sprawdził i musiałam sporo improwizować. ZSZOI

Byłam pod wrażeniem organizacji i zaangażowania dzieciaków, a także atmosfery tej szkoły, która naprawdę jest wyjątkowa. Były wspólne zdjęcia i rozmowy, bo spotkanie odbyło się w ramach Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych. To zaszczyt bywać w takich miejscach, serdecznie dziękuję za zaproszenie! 

środa, 01 marca 2017

Kiedyś, dawno temu, kupiłam sobie różowy beret. Wówczas mój kolega Marcin, z którym dosyć często się widywaliśmy, powiedział, że jeśli go założę, to on się ze mną na mieście nie pokazuje. 

Beret wywiozłam na wieś. Chodzę w nim po łąkach i wprowadzam w zdumienie spotkane sarny :D 

Teraz kupiłam sobie różowe buty z przeźroczystym obcasem. 

- W promocji były, za grosze, przecenili je z dwóch stówek, żal było nie skorzystać - wyjaśniłam zdumionej Mamie.

Spojrzała na mnie, na buty, a następnie zapytała:

- A jak myślisz, DLACZEGO je AŻ TAK przecenili? 

:D Hahaha, są takie pytania, które lepiej zostawić bez odpowiedzi. 

Natomiast mój Tata, kiedy się na nie natknął, najpierw zapytał, czy idę na bal, a potem orzekł:

- O tych butach będzie głośno na fejsie. 

I dodał, że jeśli je założę, to on się ze mną na mieście nie pokazuje. 

Żal mi je wywozić na wieś, fajne są :D I ten obcas mają klawy. No i nie chcę narażać tych sarenek - myślę, że różowy beret im wystarczy ;) Chwilowo więc trzymam te cuda w szafie i rozważam. Może wiosna mnie ośmieli? :)

marzec

Drogi marcu, bądź nam łaskawy i przynieś ze sobą dużo słońca!

22:52, blondyn_i_blondyna83 , Moda
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 lutego 2017

corkiDużo czytałam o filmie "Moje córki krowy", dlatego gdy zorganizowano projekcję w tyskim Centrum Kultury, pobiegłam go obejrzeć, no i mocno się rozczarowałam. Owszem, film dobry, ale po tych wszystkich wywiadach z twórcami myślałam, że będzie głębszy, jakiś bardziej trójwymiarowy jeśli chodzi o emocje. 

Na szczęście na tym seansie była też znajoma, która czytała książkę pod tym samym tytułem i powiedziała mi, że ta publikacja jest dużo lepsza niż film. I faktycznie! Połknęłam ją szybko, ciesząc się, że przez zupełny przypadek trafiła mi się tak dobra lektura. Historia jest świetnie napisana, ale przede wszystkim zachwyca szczerością. Kinga Dębska pisze wprost nie tylko o polskiej służbie zdrowia, ale też o trudnych relacjach, umieraniu i ludzkiej fizjologii. Wszystko jest w tej książce prawdziwe i niezwykle przejmujące. Wyczuwa się, że autorce bliższa jest Marta, jedna z dwóch bohaterek, Kasia nie jest tak dopracowana, ale i tak całość jest bardzo wiarygodna. 

Dębska obnaża ludzkie słabości i w żaden sposób ich nie tłumaczy. Tym samym mówi: "Spójrz, takie jest życie". Momentami więc człowiek się śmieje, a momentami płacze - ze wzruszenia, nad bohaterami lub nad sobą. 

"Moje córki krowy" to obowiązkowa lektura dla tych, którzy żegnają się ze swoimi rodzicami i towarzyszą im w odchodzeniu. Mocna książka, wyróżniająca się na tle polskiej współczesnej literatury. 

sobota, 25 lutego 2017

Tata zabrał mnie dzisiaj do Planetarium. Na stronie internetowej sprawdziłam ceny biletów i godziny seansów. Jako szczęśliwa mieszkanka pięknych i przyjaznych niepełnosprawnym Tychów nie pomyślałam o tym, bym zadzwonić i zapytać o schody. Po prostu nie przyszło mi do głowy, że Planetarium z tradycjami może być całkowicie niedostosowane dla osób na wózkach. A jednak może. 

Na moje pytanie o to, czy mam szanse dostać się na seans, jakaś pani z obsługi powiedziała mi, że będzie ciężko, bo są schody. 

- To jak przyjmujecie gości na wózkach?

- Rzadko tu bywają. 

- No, pewnie dlatego - wskazałam kamienne stopnie. 

Nie mieści mi się to w głowie. Nie mieści mi się w głowie, że przez tyle lat nie postarano się o platformę, podjazd, wjazd albo chociaż drewniany podest. Cokolwiek. Byłe miasto wojewódzkie, środek Europy, na wózku nie wjedziesz. 

Zawsze w takich sytuacjach wychodzę z założenia, że to ich strata, bo nie będą mieć klienta. Ale tym razem poczułam się naprawdę podle. Seansu nie obejrzałam i raczej szybko nie obejrzę. Nawet gdybym pojechała na normalnym wózku, a nie elektrycznym, to chwilowo minęły mi chęci. Może kiedyś mi przejdzie. Może. 

smuteczek

Zdjęcia z Planetarium nie ma. Za to jest selfie zniesmaczonej sytuacją Magdy ;)

21:55, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lutego 2017

marzec

Pociesza mnie tylko jedno - cokolwiek by się nie działo, wiosna i tak przyjdzie. Podobno pierwszy bocian przyleciał już do Polski. 

Słucham piosenki napisanej przez Monikę Szwaję i dużo o niej myślę, bo na kupce do przeczytania czekają "Dupersznyty". Przeczekam ten wiatr i deszcz, a potem będzie już tylko z górki. Damy radę, kapitanie, damy radę!

sobota, 11 lutego 2017

Dawno nie było nas na mieście z Gazelą, więc wyprawa do Radia eM cieszyła mnie podwójnie :) Bardzo się bałam, że (jak to ja) haniebnie się spóźnię, widziałam już oczami wyobraźni, jak za pięć dwudziesta stoję w korku, więc na miejscu byłam godzinę wcześniej. 

piechniczekA w Radiu eM... cisza, spokój, puste korytarze i kuchnia, w której się rozgościliśmy. Uwielbiam ten klimat i bardzo żałuję, że nie mam radiowego głosu. 

Nie obyło się oczywiście bez lekkiej tremy, ale i tak bardziej niż swój udział w audycji przeżywałam to, że w końcu poznam Pana Marka Piechniczka (na zdjęciu), którego "Łagodny wieczór" umila mi każdy wtorkowy wieczór. Nie mogłam uwierzyć, że oto ja będę wychodzić ze studia, a on będzie do niego wchodził, miniemy się więc w drzwiach! Udało nam się zamienić parę słów i teraz już wiem, że Pan Marek ma nie tylko miły głos, ale jest też sympatycznym, młodym człowiekiem, w dodatku tyszaninem!

Lubię takie niespodzianki losu :) Lubię oglądać wszystko od drugiej strony. Teraz już wiem, w jakim otoczeniu powstaje moja ulubiona audycja i jeszcze przyjemniej będzie mi się ją słuchało. 

To był prawdziwie łagodny wieczór, a po audycji dostałam kilka sygnałów, że to, co powiedziałam, dało Wam do myślenia. A ja powiem Wam w sekrecie, że chyba nigdy nie byłam taka szczera podczas publicznych wystąpień. Bo pomimo pozorów nie jestem ze skały. Ale cały czas WALCZĘ :) 

Audycja Pani Kasi Podsiadło "Moja historia" o ludziach, którzy walczą, w każdy wtorek o 20.

"Łagodny wieczór" Pana Marka Piechniczka z poezją śpiewaną w każdy wtorek o 21.

Polecam!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Tagi