Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
poniedziałek, 06 lutego 2017

Zazwyczaj we wtorki wieczorem leżę w wannie i wsłuchuję się w "Łagodny wieczór" w Radiu eM, ale jako że życie bywa zaskakujące, jutro zamiast w łazience, będę się relaksować... właśnie w Radiu eM ;) Przez godzinkę porozmawiamy z Panią Kasią Podsiadło, która zaprosiła mnie do swojej audycji. Początek o 20. Do usłyszenia! :)

radioem

20:49, blondyn_i_blondyna83 , Blondyna
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 lutego 2017

Były urodziny :)

Będzie czytanie :D

Dziękuję i zmykam do mojego czytelniczego kącika, czyli do łóżka ;)

książki

sobota, 04 lutego 2017

Wczoraj wysiadłam z auta wprost w parkingowe bajoro. Starając się je pokonać bez uszczerbku na życiu i zdrowiu, utwierdzałam się w przekonaniu, że nie ma nic gorszego, dołującego, pesymistycznego i ohydnego niż odwilż. Ta wszechogarniająca wilgoć, ten żałosny krajobraz jak po wojnie, te kałuże, które są zawsze głębsze niż ja przewidzę! A do tego snująca się mgła doprawiona smogiem - gdyby ktoś chciał się zabić, to odwilż naprawdę robi ku temu klimat. 

Brnęłam, przeklinając pod nosem i tak dotarłam do tzw. winkla, a tam - imprezka, hałas, gwar, ogólna radość i... wspólna kąpiel! :D Tak! Stado puchatych, utuczonych przez mojego Tatę wróbli urządziło sobie SPA! Dwie spore kałuże były nimi wypełnione po brzegi :) 

Stanęłam, bo były takie urocze, zadowolone i pełne życia, że nie mogłam od nich oderwać wzroku. Obserwowałam je, uśmiechałam się i myślałam o tym, że w każdej najbardziej szarej i beznadziejnej odwilży, także tej egzystencjalnej, może się zdarzyć coś pięknego. 

Nigdy nie jest tylko źle. I to w życiu jest naprawdę fajne - że zawsze, nawet w największej ciemności, zostaje miejsce na światło :)

Nieba pełnego cudów, codzienności pełnej światła i czystego powietrza życzę Wam na ten luty!

 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Jutro wieczorem szczęśliwcy, którzy zdobyli bilety, zobaczą w katowickim Teatrze Wyspiańskiego "Boską" z Krystyną Jandą i Maciejem Stuhrem. Będę wśród nich ja! Przeżywam, bo już od dawna marzyłam, by zobaczyć tę aktorkę na scenie, zawsze jednak coś stawało na przeszkodzie. No i może w końcu się uda!

Przeżywam też, bo pogoda nie sprzyja bieganiu w szpilkach ani noszeniu spódnicy, jak to mówi Kasia "wieje złem" (to znaczy Kasia mówi, że pizga, ale nie chciałam przeklinać :P), tymczasem okoliczności wymagają, by ubrać jednak coś bardziej wyrafinowanego niż spodnie ocieplane polarem. I co zrobić?! Jak się tak człowiek natknie na Macieja, to trzeba przecież jakoś wyglądać. Rozważam więc różne możliwości, ale jakbym nie kombinowała, to albo będzie mi zimno od pasa w dół, albo od pasa w górę. 

Pociesza mnie jedynie to, że na jednym z katowickich potykaczy lato obiecało, że wróci. Lato, trzymam cię za słowo i czekam! :)

lato

Mroźne Katowice i dodająca otuchy obietnica lata ;) Z Przemkiem. 

niedziela, 29 stycznia 2017

szminkaOstatnio na Facebooku zamieściłam moje zimowe zdjęcie i parę koleżanek zapytało mnie, gdzie ja chodzę w TAKIEJ szmince - takiej, czyli krwistoczerwonej. Yyy... No, jak to gdzie? :) Do pracy, do parku, na spacer z psem, na zakupy. Wszędzie, jeśli tylko mam na to akurat ochotę. 

Zdaję sobie sprawę, że życie bywa skomplikowane i nie zawsze można robić to, co chcemy. Że czasami trzeba się nagiąć, zmusić i robić to, co do nas należy - podoba się nam, czy nie. Ale do noszenia czerwonej szminki wystarczy odrobinę odwagi - jeśli się ją lubi, nie trzeba czekać na specjalną okazję, imprezę, wyjście. Kupujemy, malujemy i już. 

W mojej kosmetyczce szminki są przede wszystkim czerwone. Bo lubię. I mam w nosie, co o tym myślą inni. Wyrosłam już na szczęście z chęci podobania się wszystkim. Dojrzałam natomiast do spełniania swoich zachcianek :) i do tego, by sprawiać sobie małe przyjemności - niezależnie od tego, czy jest to czerwona szminka, czy gorąca czekolada wypita nad zamarzniętym jeziorem.  

Nie czekajcie na okazje - po prostu malujcie usta i wprowadzajcie nieco kolorytu w ten zimowy krajobraz :) A przede wszystkim korzystajcie z tego, że dzisiaj jeszcze możecie, bo jutro to nigdy nie wiadomo... 

Na koniec jeden z moich ulubionych wierszy Haśki - o szmince, oczywiście, bo Haśka, kiedy bym jej nie czytała, zawsze jest w temacie ;) 

Halina Poświatowska

Odkąd cię poznałam, noszę w kieszeni szminkę, to jest bardzo 

głupie nosić szminkę w kieszeni, gdy ty patrzysz na 

mnie tak poważnie, jakbyś w moich oczach widział gotycki

kościół. A ja nie jestem żadną świątynią, tylko lasem i łąką – 

drżeniem liści, które garną się do twoich rąk. Tam z tyłu 

przepływać przez palce i nie chcesz schwytać czasu. I kiedy

cię żegnam, moje umalowane wargi pozostają nie tknięte,

a ja i tak noszę szminkę w kieszeni, odkąd wiem, że masz

bardzo piękne usta.

sobota, 28 stycznia 2017

Film o Stephenie Hawkingu "Teoria wszystkiego" zrobił na mnie ogromne wrażenie - kilka razy wzruszenie chwyciło mnie za gardło i cieszyłam się, że oglądam go sama, bo był dla mnie bardzo osobisty. Przeżywałam go podskórnie, tak bliskie mi były podjęte w nim tematy. 

Dlatego wypożyczyłam książkę Jane Hawking "Podróż ku nieskończoności", bo byłam ciekawa, jak to wszystko wyglądało z jej strony. Jak z perspektywy opiekuna żyje się z tak chorą osobą. No i się dowiedziałam. 

hawkingŻona Hawkinga napisała bardzo szczerą i bardzo długą (ponad 500 stron) autobiografię, w której głównie:

a) opowiada, jak im było ciężko;

b) żali się, że nikt jej nie doceniał;

c) pokazuje, jak bardzo czuła się niedowartościowana przy sławnym mężu.

Na początku jej współczułam. Potem zaczęła mnie drażnić. A na końcu, gdy zasugerowała, że większość niepełnosprawnych w związkach jest zdradzanych, po prostu mnie wkurzyła. Sama, opiekując się Stephenem, mieszkając z nim i płodząc z nim dzieci, miała kochanka - i to takiego, który regularnie i jawnie bywał w ich domu. To było w porządku, ale gdy Hawking związał się ze swoją pielęgniarką, jego żona poczuła się dotknięta do żywego. 

"Nie mogłam mu tego odmówić i gotowa byłam zaakceptować ten stan rzeczy - na takiej samej zasadzie, na jakiej on wielkodusznie nie sprzeciwiał się mojemu związkowi z Jonathanem - pod warunkiem jednak, że będzie się to odbywało dyskretnie i nie stworzy zagrożenia dla naszej rodziny, naszych dzieci i naszego domu oraz nie zniszczy ustalonego w takich bólach grafiku pielęgniarek" - napisała. Trudno w to uwierzyć, ale tak niektórzy postrzegają troskę o rodzinę. Nieważne kto z kim sypia, ważne natomiast, by zachować pozory normalności i by z zewnątrz wszystko wyglądało idealnie. 

Nie jestem Jane. Nie mogę jej oceniać, bo nie żyłam jej życiem. Ale z tego, co napisała, wyłania się osoba mocno pogubiona, zakompleksiona, a momentami - nawet zakłamana. Jestem ciekawa, czy udało jej się odnaleźć w drugim małżeństwie, czy po prostu "ten typ tak ma". 

Teraz chciałabym, by Hawking napisał autobiografię. Pewnie jednak tego nie zrobi, bo faceci po prostu o pewnych rzeczach nie mówią. I Jane chyba też nie powinna. 

niedziela, 22 stycznia 2017

- Ty jesteś jak Magda Gessler - mówi do mnie Mama. - Trzy talerzyki i na każdym coś zostawione. 

- Ciesz się, że nimi nie rzuca - pociesza Tata. 

- Nie rzuca tylko dlatego, że nie ma siły - Mama nie ma złudzeń. 

No cóż, imię zobowiązuje ;) I przyznam szczerze - nie mogę się doczekać dnia, kiedy będę w stanie porządnie walnąć jakimś solidnym talerzem. Chyba z tej okazji kupię sobie całą zastawę :) Oby. Oby!

 

środa, 18 stycznia 2017

Od samego początku w promocji "Cykora" pomagała mi Ania Buczkowska, aktorka i prezenterka, moja dobra znajoma. Po raz pierwszy zaprezentowała go dzieciom już w czerwcu, w ramach akcji "Cała Polska czyta dzieciom" w Filii nr 12 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach. 

calapolska

Natomiast wczoraj (17 stycznia) "Cykor" razem z Anią wzięli udział w feriach w City Point w Tychach w ramach literackich wtorków. Dzieci nie tylko wysłuchały kociej historii, ale też rysowały poszczególnych bohaterów, a najbardziej aktywni uczestnicy wygrali książki z autografem :)

citypoint

Serdecznie dziękuję Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tychach oraz City Point Tychy za tak ciepłe przyjęcie mojej książki i możliwość zaprezentowania jej młodym Czytelnikom :) Przede wszystkim zaś dziękuję Ani, która uwierzyła w "Cykora" dużo wcześniej i dużo bardziej niż ja, która cały czas mobilizuje mnie do pisania i do aktywności, która dodaje mi powera i we mnie wierzy jak mało kto. Aniu, jesteś moim prawdziwym coachem! :) DZIĘKUJĘ!

ania

Anię Buczkowską możecie zobaczyć m.in. w telewizji TVS w programie "Dobrze wiedzieć"

Przy okazji pozdrawiam wszystkich małych twórców, którzy tak pięknie narysowali wymyślonych przeze mnie bohaterów :) Udanych ferii, dzieciaki, najlepiej z dobrą książką! 

rysunki

sobota, 14 stycznia 2017

Dawno nie było żadnej recenzji, prawda? Dzisiaj więc kilka słów o przepięknej książce dla młodzieży. Recenzja ukazała się w czasopiśmie "Guliwer" (nr 2/2016):

Wakacyjny, przyspieszony kurs dojrzewania – tak można w kilku słowach streścić powieść Katarzyny Ryrych "Król". Jednak cokolwiek by nie napisać, nie odda to atmosfery tej książki – klimatu upalnego lata wśród szarego i brudnego blokowiska. Charakterystyczne postacie, doskonała narracja, trafne spostrzeżenia dotyczące współczesnego świata, a przede wszystkim głęboka nauka, jaka płynie z tej historii, sprawiają, że nie można się od niej oderwać. 

„Tamtego lata rozpaczliwie potrzebowałem kogoś, w kogo mógłbym wierzyć, i ślepo broniłem swojej wiary”  – mówi Patryk, główny bohater książki. Jego narracja jest nad wyraz dojrzała, prowadzona z perspektywy czasu, chociaż opisywane wydarzenia miały miejsce, gdy był zaledwie siedmiolatkiem. Wtedy jego życie całkowicie się zmieniło – z domku jednorodzinnego przeprowadził się wraz z rodzicami do bloku zwanego Brooklynem – miejsca, w którym mieszkali najubożsi, a po śmietnikach biegały szczury. Kłopoty finansowe doprowadziły jego ojca do załamania nerwowego i chłopiec został sam z matką – miał więc więcej swobody, zwłaszcza w wakacje. 

„Miałem siedem lat i byłem największym dupkiem w okolicy. Dzisiaj myślę zupełnie inaczej, ale wtedy naprawdę byłem największym frajerem”  – opowiada Patryk, jednak czytelnik postrzega go raczej jako nieszczęśliwego dzieciaka – wyrwanego z dotychczasowego środowiska, bitego przez ojca, a w końcu – pozostawionego samemu sobie. Dzieciaka, który miał ogromne szczęście, bo na swojej drodze spotkał kogoś, kto pokazał mu, jak niewiele trzeba, by żyć dobrze i pięknie.

krolZarówno dla czytelników, jak i dla Patryka pozostanie tajemnicą, kim był Celestyn – mężczyzna z wytatuowanymi na plecach skrzydłami, który przez całe wakacje uczył go pływać, konstruować latawce, rozpoznawać rośliny. Spotkany przypadkowo w parku, stał się najlepszym przyjacielem chłopca i jego mentorem. „Włosy nieznajomego były zupełnie białe – jak włosy wiedźmina”  – zauważył Patryk, gdy zobaczył go po raz pierwszy. Czasami można odnieść wrażenie, że Celestyn nie jest postacią realną – nagle się pojawia, a po pewnym czasie znika na zawsze, jest wyzwolony z doczesnych trosk. Ma w sobie spokój i mądrość anielskiego przewodnika, który daje się poznać osobiście tylko wtedy, gdy człowiek jest zagubiony i nie wie, gdzie podążać dalej. 

Z drugiej jednak strony autorka daje czytelnikom subtelne sygnały, że Celestyn jest niezwykły przez to, co robi, a nie przez to, kim jest. Bo można się domyślić, że jego status społeczny nie jest wysoki – „hotel dla VIP-ów”, w którym śpi, to nic innego jak noclegownia, natomiast liczne „zaproszenia do restauracji” to bloczki przyznawane najuboższym. Nie jest to jednak powiedziane wprost. Magia trwa – i to do samego końca.

Dzięki temu fabuła staje się nieco baśniowa – dopełnia ją staw wypełniony bogactwem, nocne wyprawy i łabędzie – symbolizujące piękno, dające nadzieję. „Gdyby nie te łabędzie, wtedy, kiedy pokazała mi je matka, miasto przygniotłoby mnie swoją szarością, przywaliłaby mnie ciężka bryła Brooklynu”  – wspomina Patryk, który dzięki Celestynowi zyskał odwagę i chęć do tego, by walczyć o siebie. Nowy przyjaciel pomaga mu nie tylko dojrzeć, ale też odnaleźć się w społeczności, która rządzi się twardymi prawami. Patryk szybko jednak zaczyna rozumieć, że nie wystarczy zaakceptować daną sytuację – trzeba też zapomnieć o tym, co było i co już nigdy nie wróci.

Początkowo może wydawać się, że "Król" to (nieco utopijna) apoteoza bezdomności. „Tak naprawdę ważne jest, żeby nie być głodnym i mieć gdzie spać”  – mówi Celestyn. Ma mnóstwo wolnego czasu, dzień rozpoczyna od lektury prasy na ławce w parku, pieniądze wyławia ze stawu, żywi się skromnie, ale smacznie i obficie, robi tylko to, na co ma ochotę – czego chcieć więcej? Na szczęście, dla zachowania równowagi, autorka umiejętnie wplotła w fabułę informacje o tym, że czasami brakowało mu „zaproszeń do restauracji”, a w „hotelu dla VIP-ów” zdarzały się kradzieże. Bohater stanowczo też odradził Patrykowi ucieczkę z domu, podsumowując, że tego typu wolność nie jest łatwa i miła. „W zasadzie cały czas zwiewasz jak zając. A myślałeś, że będziesz żyć jak król”  – podsumowuje. Tym jednym zdaniem Katarzyna Ryrych dokonuje zabiegu niezwykłego – detronizuje swojego tytułowego bohatera, odbiera mu berło i ukazuje jego prawdziwy los – kogoś, kto płaci za swoją wolność ogromną cenę.

Młodym czytelnikom trudno będzie odczytać tę powieść na wszystkich płaszczyznach i w pełni zrozumieć jej przesłanie. Jest w niej bowiem wiele treści – niektórych solidnie ukrytych – i sporo wątków. Jednak każdy – zarówno starszy, jak i młodszy odbiorca znajdzie w niej coś dla siebie. Dramatyczna historia Patryka, doskonałe dialogi i tajemnicza postać Celestyna składają się na książkę wyjątkową, która zapewne stanie się ulubioną lekturą współczesnych nastolatków – taką, do której będą mogli wrócić po latach, po to, by odkryć ją na nowo.  

środa, 11 stycznia 2017

- Tato, czy wiesz, skąd się wzięło słowo "smog"*?

- Oczywiście! Słowo "smog" wzięło się od smoka, tego wawelskiego. To on pierwszy narobił takiego dymu. Potem sobie Anglicy zmienili "k" na "g", żeby im lepiej brzmiało, tak z angielska. 

No. 

Jeśli masz ojca z bujną wyobraźnią nigdy NIGDY nie próbuj go zagiąć jakimiś językoznawczymi dyrdymałami, bo i tak ostatecznie zabraknie ci ciętej riposty ;) Darowałam więc sobie moje fachowe tłumaczenia i zostałam ze smokiem, który w ostatnich dniach wykańczał moje słabe płuca. Ale na szczęście chwilowo przestał ziać. Oby sobie poszedł na dłużej. 

* "smog" to zbitka angielskich "smoke" (dym) i "fog" (mgła) 

smog

To miało być foto ze smogiem i wschodzącym słońcem, potem tylko ze smogiem, a ostatecznie wyszło foto ze mną :) Zimowo pozdrawiam!

Tagi: smog
22:43, blondyn_i_blondyna83 , Całe życie z wariatami
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Tagi