Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
piątek, 17 marca 2017

Czytam "Tiramisu z truskawkami" Joanny Jagiełło, a w necie trafiłam na taki, pachnący latem obrazek:

truskawki

ilustris.pl

I o tym myślę od tygodnia. O truskawkach. O tym, że nigdy nie możemy być pewni, gdzie i z kim w tym roku będziemy je jeść :) I o tym, że to właśnie w życiu jest najfajniejsze - nieprzewidywalność, zarówno w tym pozytywnym, jak i negatywnym znaczeniu. Bo zazwyczaj jest tak, że najpiękniejsze i najsmutniejsze wątki trudno byłoby nam wymyślić, czy przewidzieć w jakimkolwiek stopniu.

Nigdy więc nic nie wiadomo. Ekscytujące.  

Rok temu - dokładnie rok temu - byłam w czarnej de. To była tak czarna de, że aż trudno mi do niej wracać myślą. Ledwo się trzymałam - fizycznie i psychicznie, byłam po długim chorobowym i zjedzeniu pięciu różnych antybiotyków. Nie miałam planów, perspektyw i rehabilitanta, nie miałam też specjalnej motywacji do jakichkolwiek ćwiczeń. 

Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, jaki fajny rok przede mną, nigdy bym nie uwierzyła. Gdybym mogła zobaczyć, ile mnie czeka pięknych chwil, zaskakujących historii i zwrotów akcji, ile śmiechu i radości, powitań i pożegnań, ile się wydarzy - tak nagle i niespodziewanie - byłabym mocno zaskoczona :) A jednak! 

W tamtym roku, w marcu wydawało mi się, że jestem strasznie chora, a moje dni są policzone (serio). W tym jeżdżę sama autobusem (co mi się już nie zdarzyło bardzo dawno przy takiej aurze), a 3 marca rozpoczęłam sezon i objechałam sama jezioro (co zimą nie zdarzyło mi się chyba nigdy wcześniej). 

jazima

To była piękna zima! :) fot. Ela Kamińska

Czekam na truskawki. Ale w pierwszej kolejności - na wiosnę. Nie przewiduję i nie rozmyślam. Planuję ostrożnie i z małym wyprzedzeniem. Bo i tak będzie, co ma być :)

czwartek, 16 marca 2017

Wczoraj w radiowej Trójce Magda Umer powiedziała, że skończyła się pewna epoka. Nie ma już z nami Agnieszki Osieckiej, Jeremiego Przybory, a teraz także Wojciecha Młynarskiego. Trzy artystyczne, pełne poezji umysły, wyjątkowe postacie obdarzone talentem przez duże T, odeszły na zawsze, a wraz z nimi coś niepowtarzalnego.  

Pan Wojciech podobno lubił pisać z rana, już od 5. Jest autorem ponad 2000 tekstów. Sam talent by mu nie wystarczył, gdyby nie był po prostu pracowity. 

Trudno uwierzyć, jak wiele piosenek jego autorstwa nucimy sobie na co dzień. Ja najbardziej lubię tę o dyktandzie u nadziei :) Szkoda, że już nic nie napisze. Że to naprawdę koniec. 

Panie Wojciechu, zrobił Pan swoje, a teraz czas na wczasy! Do zobaczenia!

środa, 15 marca 2017

zanimZ zasady (a raczej z przekory) nie czytam tego, co czytają wszyscy. Dlatego też pominęłam w moich czytelniczych przygodach książkę "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes, ale zupełnie przez przypadek natknęłam się na nią w naszym rodzinnym punkcie czytania, czyli... w kibelku :) Chciałam tylko zerknąć, o czym to w ogóle jest, przerzuciłam parę stron i wsiąkłam. 

Czyta się rewelacyjnie, z wypiekami na twarzy i ogromnymi emocjami. Na początku wydaje się, że koniec łatwy jest do przewidzenia - ona fajtłapa, on przystojny na wózku = murowany happy end. Niekoniecznie! Kilka razy ta książka mocno mnie zaskoczyła, dlatego nie mogłam się od niej oderwać, bo przestałam być taka pewna, co też tam się wydarzy. 

"Zanim się pojawiłeś" nie jest ckliwym romansem ani czytelniczą mdłą landryną. Stawia pytania o sens życia, o to, czym jest prawdziwa miłość i odwaga. Czy bohaterstwem jest zmaganie się z kalectwem, czy raczej dobrowolne pożegnanie się z życiem? Czy egoizmem jest opuszczenie najbliższych, czy też oczekiwanie, że do końca będą się opiekować niepełnosprawnym członkiem rodziny? Czy lepiej żyć krótko i intensywnie, czy na pół gwizdka i długo? 

Czytając, zadawałam sobie mnóstwo pytań i z lękiem spoglądałam w przyszłość. A potem obejrzałam film, który jest dużo gorszy niż książka, ale też wyciska łzy i zmusza do zastanowienia się nad wartościami, jakie kierują naszym życiem. 

Czy Will - główny bohater - postąpił dobrze? Co ja zrobiłabym na jego miejscu? Myślę, że wszyscy zadają sobie takie pytania po przeczytaniu tej książki. I to jest najlepszym dowodem na to, że to dobra lektura, która szybko nie pozwala o sobie zapomnieć. Polecam! 

poniedziałek, 13 marca 2017

listyMagda Umer ma niezwykłą zdolność snucia wspomnień - podczas wczorajszego koncertu też ich nie zabrakło. Lubię jak opowiada zwłaszcza o tych artystach, którzy byli jej naprawdę bliscy - zarówno w życiu, jak i na scenie. Wśród nich najważniejsza chyba była Agnieszka Osiecka, a tuż za nią (a może jednak przed?) Jeremi Przybora

Wczoraj nasiąknęłam tymi wspomnieniami, piosenkami, tekstami, a dzisiaj otrzymałam bardzo niespodziewaną niespodziankę - audiobook "Listy z podróży" w wykonaniu Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego :) To krótkie skecze, rozmowy, nagrane w latach 60. dla Polskiego Radia :) Słucham ich z przyjemnością, ze wzruszeniem i z lekką nostalgią - jaka szkoda, że nie ma już takich audycji i Starszych Panów!

Dzięki "Listom z podróży" dzisiejszym poniedziałek stracił wiele ze swej poniedziałkowej grozy i stał się po prostu Bardzo Miłym Dniem :) Dziękuję, Sławku, za tak piękny prezent!

niedziela, 12 marca 2017

- Tato, wyciągnij mi tę sukienkę.

- Tę jupę?

- Tato, to nie jest jupa, tylko moja piękna sukienka. 

- To?! To jest jakiś wór. W takim samym Jurand ze Spychowa stał pod zamkiem. 

No, to się dowiedziałam :P 

14:00, blondyn_i_blondyna83 , Moda
Link Dodaj komentarz »

poeticonPoezja śpiewana to jest to, co lubię najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się, że w tyskim Teatrze Małym zaplanowano cykl tego typu koncertów. W Walentynki byłam więc na Krzysztofie Kiljańskim, który śpiewał piosenki z tekstami Jeremiego Przybory. Głos piękny, piosenki świetne, muzycy rewelacyjni (The New Warsaw Trio), ale całość jakaś taka smutna. Jednak wolę te utwory w zupełnie innej oprawie, Kiljański mnie kompletnie do siebie nie przekonał. Natomiast akompaniament miał naprawdę na najwyższym poziomie. 

Dzisiaj kolejny koncert w ramach Poeticonu - taki, na który czekam z niecierpliwością. Bo oto w Tychach zagości znowu Magda Umer, która od kilku dobrych lat koi moje nerwy, pomaga w smuteczkach i towarzyszy mi, gdy nie mogę spać :) Lubię jej głos, wrażliwość i bardzo staranny dobór repertuaru. Codziennie też zaglądam na jej profil na Facebooku, który prowadzi osobiście.

Ci, którzy przegapili dotychczasowy Poeticon, mogą się w kwietniu wybrać na Janusza Radka, który będzie śpiewał moją ulubioną Poświatowską :) 

Mam nadzieję, że to nie koniec i jestem ciekawa kolejnych zaproszonych artystów. Może poezja śpiewana zagości w Tychach na dłużej. Oby!

czwartek, 09 marca 2017

W końcu udało mi się zobaczyć "Kometę, czyli ten okrutny wiek XX wg Jaromira Nohavicy". W pierwszym momencie byłam nieco rozczarowana, bo ubzdurało mi się, że będzie zespół na żywo, a były podkłady i śpiewający aktorzy. Ale szybko mi minęło, bo było tak pięknie, że tego braku zespołu w ogóle się nie odczuwało. Jak zwykle w Korezie na scenie pojawił się Dyrektor, jak zwykle przy minimum środków udało się stworzyć niezwykłą atmosferę i jak zwykle na końcu nie chciało się wychodzić (chociaż po wyjściu okazało się, że na zewnątrz nastała piękna, wiosenna i ciepła noc).

Przed spektaklem, buszując za kulisami z Mrówką, poznałam Panią Elę Okupską, która w "Komecie" zachwyciła mnie swoją naturalnością i barwą głosu. 

"Kometa" to jednak nie tylko piosenki, to też świetnie dobrane videoprojekcje i... stół na kółkach, który staje się wozem (fascynujące, jakie rozwiązania stosuje się w teatrach, zwłaszcza tych kameralnych). 

A już w czerwcu Korez organizuje urodziny Nohavicy - z tej okazji odbędzie się koncert w podcieniach Centrum Kultury Katowice. Biletów już nie ma, ale w dniu koncertu (9 czerwca) można przybyć i (jak to określił Dyrektor) powalczyć ;) A jest o co, bo to będzie naprawdę wyjątkowe spotkanie :) Już nie mogę się doczekać! 

dyrektorZ Dyrektorem w Korezie :) fot. Izabela Mikrut

sobota, 04 marca 2017

Po tygodniu grzecznego siedzenia w domu, rozmyślania, pisania i nadrabiania zaległości wszelkiego typu z radością powitałam wiosenne słońce i piątek :) Piątek, który był początkiem mojego weekendu w teatrze, bo tak się złożyło, że trzy dni pod rząd będę intensywnie obcować ze sztuką. 

Zaczęłam od "Pojedynku" w Teatrze Korez i chociaż nie lubię się dodatkowo bać (w życiu codziennym mam dosyć stresu), to tym razem bałam się z przyjemnością, zwłaszcza w momencie, gdy w rezydencji głównego bohatera wysiadło światło i pojawił się ekscentryczny detektyw. 

Cały ten spektakl jest grą - intrygą, domysłami, zwłaszcza, gdy w trakcie psuje się główny rekwizyt i widzowie już naprawdę nie wiedzą, co było w scenariuszu, a co nie, w którym momencie aktorzy improwizują i jak to wpłynęło na ogólny wydźwięk sztuki. 

Groza w "Pojedynku" jest przyjemna, oswojona, taka w sam raz, bo doprawiona komizmem i świetną grą aktorską. Na scenie mój ulubiony Dyrektor (Mirosław Neinert) i Artur Święs, którego (przyznam) doceniłam dopiero na końcu. 

Po wszystkim człowiek zostaje z refleksją, jak bardzo ryzykowne jest ubarwianie sobie życia. Czasami, z ułańską fantazją, robimy coś, co ma dodać kolorytu naszemu zwyczajnemu żywotowi. Zapominamy jednak, że podejmując jakąś decyzję, wpływamy też na egzystencję innych ludzi i nigdy nie możemy przewidzieć, jaką lawinę wywołamy. 

Bonusem do spektaklu było wystąpienie Dyrektora, który zapowiadając dzisiejszą "Kometę", wzruszał nas i rozśmieszał (jak zwykle). A absolutnym zwieńczeniem tego wieczoru stał się młody mężczyzna w kapeluszu, który na pół autobusu opowiadał o... trumnach i mamuni. Czasami doprawdy można się pomylić, co jest teatrem, a co życiem. 

bozedary

Przed spektaklem jadłyśmy z Kasią sałatki w rejonie Boże Dary :) Strefa Centralna - bardzo fajna knajpa z klimatem, polecam! 

czwartek, 02 marca 2017

Już mogę zdradzić, że na wiosnę planuję dawno odkładane spotkanie z Czytelnikami w Kłobucku - czyli w okolicy, gdzie biesiadowała moja Nastka z "Nie tylko o łajdakach" :)

Przy okazji wrócę jeszcze do spotkań jesiennych - jedno nie doszło do skutku, bo rozłożyło mnie zapalenie oskrzeli, natomiast drugie, w Zespole Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Tychach wspominam bardzo miło. Od progu witali mnie sympatyczni Uczniowie, z którymi miałam okazję spotkać się na ogromnej auli. Chyba nigdy wcześniej nie miałam tak dużego audytorium, w spotkaniu uczestniczyła prawie setka dzieci  - znowu więc się czegoś nauczyłam, bo mój standardowy scenariusz takich spotkań kompletnie się w tej sytuacji nie sprawdził i musiałam sporo improwizować. ZSZOI

Byłam pod wrażeniem organizacji i zaangażowania dzieciaków, a także atmosfery tej szkoły, która naprawdę jest wyjątkowa. Były wspólne zdjęcia i rozmowy, bo spotkanie odbyło się w ramach Międzynarodowego Dnia Osób Niepełnosprawnych. To zaszczyt bywać w takich miejscach, serdecznie dziękuję za zaproszenie! 

środa, 01 marca 2017

Kiedyś, dawno temu, kupiłam sobie różowy beret. Wówczas mój kolega Marcin, z którym dosyć często się widywaliśmy, powiedział, że jeśli go założę, to on się ze mną na mieście nie pokazuje. 

Beret wywiozłam na wieś. Chodzę w nim po łąkach i wprowadzam w zdumienie spotkane sarny :D 

Teraz kupiłam sobie różowe buty z przeźroczystym obcasem. 

- W promocji były, za grosze, przecenili je z dwóch stówek, żal było nie skorzystać - wyjaśniłam zdumionej Mamie.

Spojrzała na mnie, na buty, a następnie zapytała:

- A jak myślisz, DLACZEGO je AŻ TAK przecenili? 

:D Hahaha, są takie pytania, które lepiej zostawić bez odpowiedzi. 

Natomiast mój Tata, kiedy się na nie natknął, najpierw zapytał, czy idę na bal, a potem orzekł:

- O tych butach będzie głośno na fejsie. 

I dodał, że jeśli je założę, to on się ze mną na mieście nie pokazuje. 

Żal mi je wywozić na wieś, fajne są :D I ten obcas mają klawy. No i nie chcę narażać tych sarenek - myślę, że różowy beret im wystarczy ;) Chwilowo więc trzymam te cuda w szafie i rozważam. Może wiosna mnie ośmieli? :)

marzec

Drogi marcu, bądź nam łaskawy i przynieś ze sobą dużo słońca!

Tagi: buty róż
22:52, blondyn_i_blondyna83 , Moda
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
Tagi