Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.
sobota, 07 stycznia 2017

Co roku w ramach Tyskich Wieczorów Kolędowych uczestniczę w koncercie Piwnicy pod Baranami - za każdym razem jest tak samo pięknie i klimatycznie. Bo co innego przyjść, zaśpiewać i zagrać, a co innego stworzyć niezwykłą atmosferę, która otula widza jak ciepły koc. Artyści Piwnicy pod Baranami nie występują, oni kreują jedyny w swoim rodzaju spektakl, chociaż teoretycznie jest to tylko śpiewanie kolęd i pastorałek. Zawsze siadam w pierwszym rzędzie, bo poza tym, że mają piękne głosy, tworzą bardzo barwny zespół. Lubię patrzeć na kudłatego Piotra Kubowicza i dystyngowaną Tamarę Kalinowską. 

W tym roku Piwnica pod Baranami wystąpi w Tychach jutro (8 stycznia) po mszy o godzinie 17 w kościele bł. Karoliny Kóźkówny. Wstęp wolny - tak samo jak na inne koncerty Tyskich Wieczorów Kolędowych (a w programie m.in. występy Krystyny Prońko i Grażyny Łobaszewskiej). Warto więc (pomimo mrozów) wybrać się do Tychów i jeszcze przez chwilę poczuć magię świąt :)

twk

piątek, 06 stycznia 2017

Często pytacie, co mnie inspiruje - i raczej chodzi Wam o inspirację do życia, a nie do pisania. Skąd biorę motywację? Od dłuższego czasu lubię zaglądać do Beaty Pawlikowskiej. Początkowo myślałam, że jest to kolejna paniusia, która ma kupę kasy, żyje jak król, buja się po świecie i doradza innym ludziom, jak żyć. Niestety, tego typu "mówcy" pojawiają się jak grzyby po deszczu - gadają w kółko te same frazesy, a jak ich się nieco dłużej posłucha, to okazuje się, że nie tylko cały czas mówią to samo, ale są to same banały. 

Przyznaję, myślałam, że z Pawlikowską jest podobnie. Ale trafiłam na jej jeden cytat, drugi, trzeci - i coraz bardziej mi się podobała jej filozofia życia. Bo Pawlikowska mówi tylko wtedy, gdy faktycznie ma coś do powiedzenia. Bo musiała przejść długą drogę, by mówić w taki sposób. Bo pewnie wiele doświadczyła w życiu - i teraz się tym dzieli, bez nachalności i sadzenia głupot. 

Niektórych drażni jej optymizm i jest to zrozumiałe, bo jak człowiekowi wali się na głowę świat i czyta: "Uśmiecham się! Tak, uśmiecham się także wtedy, kiedy nie mam na to ochoty! Bo uśmiech zmienia wszystko na lepsze!", to ma ochotę jedynie żałośnie zarżeć. Nie zawsze można się uśmiechać. Nie zawsze jest wesoło. Ale można się nauczyć, jak zachować wewnętrzną równowagę i jak przyjmować wszystko, co otrzymujemy, jako wskazówkę do stawania się lepszym człowiekiem. I o tym właśnie mówi/pisze Pawlikowska.

Dlatego już latem kupiłam sobie jej kalendarz - i był to naprawdę świetny wybór. Jest w nim cytat/myśl na każdy dzień, zaznaczone są różne dziwne święta i dni - na przykład wczoraj był Dzień bez Załamywania Rąk, a 14 stycznia wypada Międzynarodowy Dzień Latawca :) Całość jest oczywiście kolorowa, a kartki odpowiednio miękkie do spania dla kota (Łacio już wypróbował i jest bardzo zadowolony). Jednym słowem - warto kupić i się motywować :) Taki kalendarz to spora przyjemność, a takie małe przyjemności składają się przecież na nasz dobry humor każdego dnia. 

pawlikowska

Sylwestrowa sesja z kalendarzem ;)

Na studiach omijałam Kisiela szerokim łukiem - teraz nadrabiam. Przyznam, że niespecjalnie mnie porwał, ale niektóre jego aforyzmy i złote myśli są naprawdę ujmujące. Zwłaszcza te o Nowym Roku przypadły mi do gustu - są zupełnie inne od tego, co serwują social media. 

 kisiel

poniedziałek, 02 stycznia 2017

Kto po 3 w nocy wraca z Sylwestra, ten do 6.30 nad ranem czyta ;) Tym samym mam na koncie pierwszą doczytaną do końca książkę w 2017 roku. "Wariatka tańczy" to wywiad-rzeka z Marylą Rodowicz. Do tej pory miałam do niej sentyment głównie ze względu na Agnieszkę Osiecką, z którą nie tylko współpracowała, ale też się przyjaźniła. Wiele piosenek Maryli to teksty Osieckiej. Dlatego sięgnęłam po tę publikację - i jak się okazało, było warto. 

wariatkaWywiad ten ujmuje szczerością - szczera (do bólu) jest Maryla, która wielokrotnie opowiada o faktach i zdarzeniach, które (w moim odczuciu) powinna przemilczeć ;) W swoich wypowiedziach jest taka, jak na scenie - barwna i bezpośrednia. Mówi o swoich sukcesach i błędach, o romansach i o tym, kto jej podpadł i z kim nie rozmawia. Szczery jest również Jarek Szubrycht, który nie boi się zadawać niewygodnych pytań. 

W książce tej mnóstwo jest kultowych postaci, takich jak Seweryn Krajewski i Czesław Niemen. Rodowicz i Szubrycht zabierają czytelnika w przemiłą podróż sentymentalną i przypominają, jak się kiedyś żyło i występowało. Całość uzupełniają fotografie - piękne pamiątki, zarówno z życia prywatnego, jak i scenicznego artystki. 

Rodowicz jest (teoretycznie) starszą panią. Jednak w duszy ciągle maj :) Jej wypowiedzi nie zawsze są wyważone - ale całość czyta się z przyjemnością, bo Maryla jest pozytywnie nastawiona do ludzi i świata. Poza tym ani słowem nie wspomina o przemijaniu - ma za to mnóstwo planów na przyszłość.

Świetna lektura nie tylko dla fanów Maryli. Polecam! :) 

sobota, 31 grudnia 2016

Na Sylwka idę do Kasi, do domu będę wracać pieszo. 

- A jaka ma być pogoda? - pyta mnie Kasia, wiedząc, że im zimniej, tym trudniej kierować mi wózkiem. 

- Mroźna. 

- To nie dość, że będziesz pijana, to jeszcze zamarznięta. 

Hahaha, no może nie będzie tak źle. Błażej, który ma mnie odprowadzić, zaoferował, że w najgorszym wypadku może mnie zholować ;) 

Bawcie się dobrze, niech Wam nic nie zamarznie! :) I dużo dobrego w Nowym Roku! 

nowyrok

Moje ulubione selfie z 2016 roku ;)

wtorek, 27 grudnia 2016

Są takie chwile, kiedy człowiek ma pewność, że nic nie dzieje się przypadkiem, że wszystko, co nas spotyka układa się niczym wielki obraz z puzzli. Coś takiego zdarzyło mi się w piątek, tuż przed Wigilią. Pojechałam w ten dzień do Ajkusia, na psi cmentarz, gdzie odbyłam z nim świąteczną pogawędkę. 

Kiedy wracałam, myślałam sobie o nim już bez żalu. O tym, że zawsze będziemy razem - w tym czy innym wymiarze. Jak Jogi i Bubu, jak Wilma i Fred ;) Nie spodziewałam się, że w domu czeka na mnie starannie zapakowany, niezwykły prezent - coś, co dawno temu stworzyła moja znajoma i co przepadło - jak mi się wydawało - na jakimś konkursie czy wystawie. Zupełnie zapomniałam o tej pracy, na której widnieje napis "Razem" i my z Ajkim uchwyceni w pędzie. 

razem

Gapiłam się na tę pracę, próbując zrozumieć, jakim cudem ona znalazła się u mnie - Mama nie znała osoby, która ją przyniosła. Kto ją znalazł albo odkupił? Gapiłam się i nie mogłam uwierzyć, że to dzieje się naprawdę - przeszłość, już oswojona, zapukała do mnie i przypomniała, że "jesteś - a więc musisz minąć, miniesz - a więc to jest piękne". 

Ten niezwykły podarunek stał się klamrą między tym, co było, a tym, co jest i uświadomił mi, że tamto życie już nie wróci, że nie można się ciągle oglądać wstecz. Czas zabrać tobołek doświadczeń i ruszać dalej :) Na szczęście już się tego "dalej" nie boję, raczej czuję radość i zew przygody :)

Na tej pracy ręcznie dopisano kilka razy: "Życie jest cudem". Banał. Ale w kontekście historii mojej i Igora, w kontekście tamtego wieczoru i powrotu z psiego cmentarza, nabiera to głębokiego znaczenia. Bo życie naprawdę jest wielką tajemnicą, którą można odkryć tylko w takich krótkich momentach, gdy doświadczamy, że wszystko ma sens i tworzy niepojętą dla nas całość. 

P.S. Autorkę tego niezwykłego prezentu namierzyłam ;) Agnieszko, dziękuję <3

 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

choinkaWstaję rano i spoglądam na moją mocno oryginalną w tym roku choinkę - ubraną w pióra. Widząc moją zadumę nad drzewkiem, Tata mówi:

- Tak, tak, kurczak nadal stoi. Nie odleciał przez noc. 

:D

Aż szkoda, że lada chwila trzeba ją będzie rozebrać i wystawić na balkon, żeby się nie przegrzała. Ale wiosną... wiosną posadzimy ją na wsi! I to jest bardzo przyjemna perspektywa :) 

Tagi: choinka
22:56, blondyn_i_blondyna83 , Całe życie z wariatami
Link Komentarze (2) »
niedziela, 25 grudnia 2016

Trudno skupić się na świętach, gdy głowę ma się zajętą TĄ informacją :) Jest nadzieja, ale jest też mnóstwo pytań i wątpliwości, czuję się więc lekko oszołomiona. Nigdy nie sądziłam, że doczekam takiej chwili. I już nawet nie chodzi o mnie, a o te wszystkie dzieciaki, które rodzą się z SMA - one nie doświadczą już koszmaru tej choroby, lęku i licznych uciążliwości - one po prostu otrzymają cztery razy w roku zastrzyk... i po sprawie! NIEWIARYGODNE!

Przedwczoraj otrzymaliśmy też jeszcze jedną bardzo ważną informację od Fundacji SMA, a mianowicie:

Dzisiaj jesteśmy o krok bliżej do rozszerzonego dostępu do Nusinersenu w Polsce i są coraz większe szanse, że jednak uda się go uruchomić w co najmniej jednym szpitalu. Faktem jest, że do dopełnienia pozostało jeszcze sporo formalności, które pewnie potrwają jeszcze wiele miesięcy, ale już można mieć dużo nadziei. Wasze zaangażowanie w akcję budowania świadomości SMA - jak również niezliczone rozmowy prowadzone przez Fundację SMA w Polsce i za granicą - nareszcie przynoszą wymierny skutek. Nasza Społeczność SMA jest fantastyczna!

Dziękuję więc wszystkim, którzy zaangażowali się w akcję "Tak dla terapii na SMA w Polsce", za wysyłanie listów i robienie zdjęć, bo - jak widać, są efekty! :) Dziękuję za kibicowanie, trzymanie kciuków, za zapał i za to, że po prostu Wam się chciało! Za wiadomości, rozmowy i słowa otuchy! To bardzo budujące mieć takie wsparcie :)

Czekam więc na rozwój wypadków, kompletuję dokumentację medyczną i z nadzieją patrzę w przyszłość :)

A w te święta życzę Wam przede wszystkim nadziei - takiej mocnej i prawdziwej, której nikt i nic Wam nie wypędzi z serca, na przekór sceptykom. Bo jak widać życie zaskakuje i każdego może spotkać wigilijny cud - taki, jaki spotkał w tym roku chorych na SMA :) 

kaczkowski

niedziela, 18 grudnia 2016

nurowskaKiedyś, gdy na wsi zabrakło mi książek do czytania, Ninka przywiozła mi "Rosyjskiego kochanka" Marii Nurowskiej. Pochłonęłam go w bardzo krótkim czasie i z dużą przyjemnością. Potem od Mrówki dostałam "Dom na krawędzi" tej autorki z zastrzeżeniem, że szału nie ma, ale też mi się spodobał. Dlatego "Miłość rano, miłość wieczorem" kupiłam w ciemno na Śląskich Targach Książki. Nie ukrywam, że skusiła mnie autorka, cena (powieść dopadłam w książkach używanych) i wątek powstania warszawskiego. 

Przeczytałam migusiem, przymknęłam oko na mocno przesadzoną witalność głównego bohatera i przekazałam Moni, zapewniając ją, że to fajna lektura na zimowy wieczór. Tymczasem Monia tą książką mocno się rozczarowała, co więcej - trochę się wkurzała podczas jej czytania. Wytknęła autorce błędy merytoryczne, stwierdziła, że od razu wyczuwa się, że to pisze kobieta, a nie facet (narratorem jest mężczyzna), że jeśli nie potrafi pisać jak facet, to niech nie pisze, powiedziała mi, że bohaterowie i ich decyzje ją denerwowały, a poza tym ta historia jest mocno naciągana!

No. Dlatego już nie mam odwagi tej książki polecać. Chyba po prostu musicie ją przeczytać sami. Mnie czytało się szybko i miło :) Ale opinie są podzielone :P

sobota, 17 grudnia 2016

Pod koniec listopada odwiedziłam uczniów z Zespołu Szkół nr 6 w Tychach. Był to swego rodzaju debiut - po raz pierwszy od śmierci Igora wystąpiłam publicznie. Od dłuższego czasu odmawiałam spotkań w bibliotekach i szkołach, nie promowałam też "Cykora". Ale Śląskie Targi Książki stały się zachętą do podjęcia tego typu aktywności. Tym bardziej, że jednocześnie dostałam zaproszenia z trzech szkół. Stwierdziłam więc - pojadę!

I pojechałam :) Byłam dziwnie spokojna, chociaż przecież przez długie miesiące w ogóle nie brałam pod uwagę, że gdzieś jeszcze będę się udzielać. zs6Tymczasem - dałam radę. Opowiedziałam o mnie i o Igorze, o moich książkach i o tym, że marzenia się nie spełniają, tylko marzenia trzeba spełniać :) Sama trzymałam sobie mikrofon, głos mnie nie zawiódł, przekonałam się, że pomimo nadciągającej zimny nadal jestem w świetnej formie. Dzielnie odpowiedziałam też na pytanie, jak radziłam sobie po śmierci Igora - przyznałam, że było mi wtedy bardzo kiepsko. I okazało się, że umiem już o tym wszystkim mówić, że coś się we mnie odblokowało, że to już jest inny poziom emocji - nie ten, w którym płacze się na samo wspomnienie, lecz taki, kiedy udaje się już spokojnie i z uśmiechem wspominać. 

Igor był trochę ze mną, bo na samym początku puściłam młodzieży bardzo stary film zrealizowany przez Radka Kazimierczaka, nieco przeterminowany, ale nadal mi bliski pod wieloma względami. Nie potrafię chyba jeszcze występować bez Igora w tle. Zresztą to on, mój psi Anioł Stróż, był początkiem mojego pisania, moich książek, mojego blogowania - zawsze więc będzie się pojawiał podczas moich spotkań i wystąpień. Bo to od niego wszystko się zaczęło. zs6młodzież

Atmosfera tego spotkania była naprawdę wyjątkowa - młodzież zainteresowana (chyba? przynajmniej takie sprawiali wrażenie :P), zaangażowana (miałam do pomocy technicznego i dwóch chłopaków do noszenia po schodach) i przemiła, wszystko przygotowane tak, jak o to prosiłam, po prostu nic, tylko siedzieć i snuć opowieści :) 

Dziękuję serdecznie Pani Mytkowskiej za zaproszenie, Pani Ani i Pani Magdzie za fantastyczną współpracę, no i oczywiście mojej asystentce Elce, która nie dość, że targała mnie do domu na normalnym wózku, to jeszcze dzielnie dzierżyła torbę, a w niej słodycze i spory bukiet - upominki, które otrzymałam na koniec spotkania. Elka, nie wiem, skąd Ty bierzesz te nadludzkie siły ;)

Przede wszystkim zaś dziękuję Młodzieży, za tak ciepłe przyjęcie <3

Emocji - pozytywnych emocji - było mnóstwo. Miałam wielkie szczęście, że mój "debiut" wypadł akurat w takim miejscu. Dodało mi to skrzydeł i odwagi do kolejnych wystąpień. Jednym słowem - znowu będę się pojawiać z moimi książkami tu i ówdzie :) Do zobaczenia na bibliotecznym szlaku!

kwiatki

Słodkości i kwiatki dostałam na drogę ;)

Tagi