Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.

Spotkania literackie

sobota, 11 listopada 2017

targikrkPod koniec października po raz kolejny przekonałam się, że nie ma innej imprezy na świecie, która tak by mnie kręciła, jak targi książki. Pomimo tłoku, ścisku, braku tlenu, dzikich stad czytelników, długaśnych kolejek - było po prostu super. Duża w tym zasługa Kasi, która dzielnie torowała mi drogę :)

Same przygotowania do wyjazdu do Krakowa to była przyjemność - przeglądanie harmonogramu spotkań, planowanie, strategia - do kogo w pierwszej kolejności, do kogo później, na którym stoisku sprawdzić, czy są promocje. Na szczęście pojechał z nami Gazela, który wyposażony w odpowiednią listę dokonał błyskawicznych zakupów (w ogóle na zakupy najlepiej z Gazelą, przekonałam się o tym już wielokrotnie). Znalazł też optymalne miejsce do parkowania i tylko dzięki niemu nie staliśmy w korku przez godzinę, jak większość spragnionych czytelniczych emocji nieboraków. 

Jechałam do Krakowa głównie ze względu na Beatę Pawlikowską, której pogodne nastawienie do świata często pomaga mi rozpocząć nowy dzień, ale ten wyjazd całkowicie zdominował Eric Emmanuel Schmitt, autor kultowej książki "Oskar i pani Róża". Cóż za uroczy człowiek! Z wyglądu przypomina trochę poczciwego morświna, ale jak się odezwie (po francusku!), uśmiechnie, to po prostu oczu (i uszu) nie można od niego oderwać. Dostałyśmy się do niego tylko dlatego, że ochroniarze przepuścili nas w pierwszej kolejności - kolejka oczekujących była wprost gigantyczna. Później byłyśmy też na ogólnym spotkaniu, na które Eric przybył mocno spóźniony, bo nie mógł się przecisnąć przez tłum ;) Pięknie opowiadał o swojej najnowszej książce. W ogóle to jest piękny człowiek - do dzisiaj jestem pod wrażeniem. 

ees

Poza Schmittem udało mi się spotkać Piotra Adamczyka - Gazela dopytywał, czy to ten papież ;) Nie, nie ten :P Ten od "Domu tęsknot" i książki "Pożądanie mieszka w szafie", według mnie z dwóch znanych Piotrów Adamczyków - ten ciekawszy :)

kgNa stoisku u Katarzyny Grocholi zorientowałam się, że ona wydała całkiem nową powieść, a ja przytargałam do podpisu moje stare, zaczytane książki (Gazela, spoglądając na moją tasię z książkami: "Magda, czy na targi nie jedzie się po to, by kupować książki, a nie po to, by je tam zwozić?"). Pani Grochola jako jedyna wiedziała, jak obchodzić się z kimś tak nieruchawym jak ja i była w tym bardzo naturalna. Podobno pracowała kiedyś w szpitalu jako salowa. W każdym razie ewidentnie ma wprawę, wyczaiła, że nie podam jej książek, sama po nie sięgnęła, wyszła do mnie zza stoliczka, by zrobić zdjęcie, bardzo fajna, empatyczna babka. No i szybko znalazłyśmy wspólny temat, bo miała bardzo oryginalne skarpetki, które od razu zauważyłam i skomplementowałam - okazało się, że Pani Grochola (tak jak ja) ma słabość do ubrań, w których nikt inny by nie wyszedł ;)

U Pani Gutowskiej-Adamczyk, która w ostatnich latach wysunęła się na prowadzenie w kategorii "moja ulubiona autorka", było jak u mamy, tak rodzinnie i domowo :) Dostałam nawet ciastko z wróżbą i autografy na wszystkich tomach "Cukierni pod Amorem" (które też przytargałam z mojej osobistej biblioteczki).

mga

Na koniec prawie straciłam życie, przeciskając się do Janusza Leona Wiśniewskiego (tego od "Samotności w sieci") i po tym traumatycznym przeżyciu stwierdziłam, że chyba już czas na ostateczną ewakuację ;) Na szczęście jak zwykle mogłam skorzystać z gościnnej kanapy Eli (dziękuję!), odpocząć, posilić się i ruszyć do Tychów, a nie była to łatwa podróż, bo Bydlakiem kołysał orkan Grzegorz :) Na osłodę dostaliśmy od Eli najlepsze ciasto na świecie - wilgotne, pyszne, ze śliwkami i kawałkami czekolady. Niebo w gębie! 

mykrk

Relaks u Eli :)

Wczoraj rozpoczęły się targi w Katowicach, ale w ten weekend z książkami wygrał basen i Robert Kasprzycki. Zresztą nie chciałam się wystawiać na pokusę - w Katowicach zawsze jest mnóstwo antykwariuszy, u których można znaleźć prawdziwe literackie skarby... :) A ja na razie nie mogę inwestować w książki, tylko raczej... w dodatkową półkę na opasłe tomy ;)

czwartek, 14 września 2017

Wielkimi krokami zbliżają się Targi Książki w Krakowie, a ja tu mam jeszcze dla Was stosik zdjęć, trochę informacji i mnóstwo dobrych wspomnień z majowych Targów Książki w Warszawie. Minęło mnóstwo czasu, wiem, bieżące informacje nie są mocną stroną tego blogu ;) Ale bardzo miło się pisze o tamtych, wiosennych dniach, gdy za oknem jest zimno, ciemno i jesiennie. 

targiwawa

Muszę przyznać, że od wielu lat marzyłam, by stanąć przy tym wejściu. Zawsze, gdy oglądałam/słuchałam relacje z warszawskich targów, chciałam być tam, w centrum wydarzeń, przeciskać się w tłumie, łapać książkowe okazje, mijać celebrytów, przeglądać nowości, biegać między stoiskami, by zdobyć autografy - po prostu poczuć to. No i w końcu się udało! :)

Oczywiście, można powiedzieć, że targi jak targi - takie same są w Krakowie czy Katowicach. Jest jednak parę różnic. Po pierwsze - liczba stoisk, straganów, budek z książkami na targach warszawskich jest po prostu miażdżąca. Trudno mi powiedzieć, ile czasu trzeba mieć, by chociaż pobieżnie zobaczyć wszystko. Nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe. Już przed stadionem dostępne były używane książki u antykwariuszy. A w środku można było dostać oczopląsu. 

Dobrze więc, że wypisałam sobie pisarzy, do których chciałam dotrzeć. Nurowska, Rusinek, Zagajewski, poza tym Biedroń i jeszcze kilku, na których ostatecznie zabrakło mi czasu, bo przemieszczanie się (zwłaszcza na wózku) w tym dzikim tłumie zajmowało nam mnóstwo czasu i energii. I to jest następna różnica - liczba zwiedzających. Szpilki nie wetkniesz, wszyscy chodzą sobie po głowach, kolejki kilometrowe. Ale - co trzeba zaznaczyć - stałyśmy tylko w jednej. Okazało się bowiem, że niepełnosprawni mają pierwszeństwo. 

kolejka

Poza tym ogromne przestrzenie. Trochę czasu zajęło nam prześledzenie mapki i zlokalizowanie konkretnych stoisk, a także kierunek poruszania się w tym morzu ludzi.

Najbardziej ciekawa byłam Zagajewskiego, o którym dawno temu uczyłam się na studiach. Może nie powinnam się przyznawać, ale nie miałam pojęcia, że on wydaje też prozę. A na targach jegokoziolek książki były... po 10 zł! Skorzystałam.

Najmilej było u Biedronia :) Nie zawiódł mnie, w życiu jest równie sympatyczny i otwarty, co w internecie. Od razu zagadał mnie i dziewczyny, które mi towarzyszyły, zrobił sobie z nami zdjęcie i wrzucił na swoje Instastory (przy okazji dowiedziałam się, co to takiego :P). 

Pani Nurowska bardzo rozmowna, ale ja już byłam na wykończeniu i za wiele nie pogadałyśmy. Rusinek - jak zwykle - elegancki, uprzejmy, ujmujący. 

Niestety, ze względu na ograniczony czas nie udało mi się dotrzeć na spotkanie z prof. Bralczykiem. Natknęłam się natomiast na idola mych dziecięcych lat - Koziołka Matołka, dowiedziałam się, kim jest Filip Chajzer (cóż za miły człowiek!), na własne oczy zobaczyłam opaleniznę Zygmunta Chajzera i bezgranicznie zakochałam się w aktorze, Marku Bukowskim (w telewizji widać, że jest przystojny, ale na żywo...!). Jednym słowem - wrażeń było pod dostatkiem. Książek też, musiałyśmy kombinować, by niczego nie gubić po drodze, bo byłam na normalnym wózku i ktoś musiał mnie pchać, a wszystkie trzy nieźle się zaopatrzyłyśmy ;) 

Więcej zdjęć do obejrzenia na moim facebookowym profilu. Zbieram siły na Kraków - kolejne święto książki już 26 października :) 

Dziękuję Kasi i Eli za ten fajny czas i spełnione marzenie :) Naprawdę warto tam było być!

fot. Kasia Kowieska, Ela Kamińska

sobota, 19 listopada 2016

Wśród moich ulubionych starszych panów, ostatnich dżentelmenów, inteligentnych i sprawnie posługujących się ciętą ripostą jest Pan Krzysztof Daukszewicz. Szkła Kontaktowego nie oglądam, natomiast cenię spotkania z Daukszewiczem w ramach Kabaretowej Sceny Trójki, które odbywają się w Teatrze Korez. Ostatnie było w czwartek i jak zwykle przeciągnęło się do późnych godzin. Ale było warto! Dopisała publiczność (dziki tłum), a Antoni Gorgoń-Grucha, który występował przed Daukszewiczem, po prostu rozbawił nas do łez. 

Główny bohater wieczoru jak zwykle w formie i jak zwykle na bieżąco z tym, co dzieje się w naszym kraju. Lubię jego występy, bo mają formę dialogu, pogawędki, szybko więc znika dystans artysta-publiczność, a robi się atmosfera luźnego spotkania starych znajomych. Poza tym Daukszewicz to jeden z niewielu polskich satyryków, który autentycznie mnie bawi - już od kilku dobrych lat nie jestem w stanie oglądać polskich kabaretów, które zalewają telewizję. 

Moja ulubiona piosenka Daukszewicza, śpiewana zazwyczaj na koniec występu, to "A kiedy już odejdę stąd". 

W poniedziałek natomiast spotkanie z kolejnym starszym panem, którego wrażliwość jest mi bardzo bliska - w tyskiej Mediatece pojawi się Andrzej Poniedzielski.

poniedzielski

W grudniu w Mediatece odbędzie się też spotkanie z Arturem Andrusem, który jest dużo młodszy od wymienionych wyżej starszych panów, ale inteligencją i poczuciem humoru im dorównuje :) Polecam i do zobaczenia!

środa, 21 września 2016

W Muzeum Haliny Poświatowskiej już kiedyś byłam, ale w te wakacje postanowiłam je odwiedzić ponownie. W ostatnich latach stałam się bardziej dojrzałym czytelnikiem i człowiekiem, wiedziałam więc, że na pewno spojrzę na to miejsce z innej perspektywy. 

muzeum

Oczywiście nie doczytałam, że Muzeum jest otwarte tylko w co drugą sobotę (cała ja) i wyglądało na to, że posiedzę sobie w ogródku, w którym kiedyś odpoczywała i pisała Haśka (Muzeum mieści się w parterowym domku, w którym mieszkała poetka). Ogródek nadal jest piękny i zadbany, pojawił się w nim nawet kot, poczułam się więc tak, jakby czas się zatrzymał i jakby zza rogu miała wyjść zaraz sama Poświatowska. 

Zamiast niej pojawiły się inne osoby, dzięki którym jednak udało się wejść do środka i porozmawiać z panem Zbigniewem Mygą, jej bratem. Okazało się, że Muzeum miało być otwarte dla kogoś, kto się zapowiedział i nie przyjechał - ja natomiast przyjechałam i wykorzystałam sprzyjające okoliczności. Po prostu miałam niebywałe szczęście. 

Pan Zbigniew świetnie się trzyma i nic się nie zmienia. Mieliśmy tylko godzinkę, bo wzywały go jakieś obowiązki zawodowe, ale wykorzystaliśmy ten czas maksymalnie. Obejrzałam filmik o Halinie, a potem zasypałam go pytaniami. Byłam świeżo po lekturze "Upartego serca", więc tematów do omówienia było mnóstwo. Na koniec Pan Zbigniew pokazał mi album z wycinkami prasowymi, który wykonała jego mama. 

myga

Brat Haliny Poświatowskiej to nie tylko skarbnica wiedzy na temat poetki, ale też strażnik wspomnień. Za młodu jeździł do siostry do Krakowa na Krupniczą 22 i osobiście poznał twórców, o których ja się uczyłam w szkole i na studiach. Wśród znajomych Haśki była m.in. Szymborska i Grochowiak, a także artyści z Piwnicy pod Baranami. Zbigniew Myga jest świetnym gawędziarzem, z przyjemnością się go słucha, ma też doskonałą pamięć. Wypytywałam więc go i chłonęłam atmosferę tego niezwykłego miejsca - domu, w którym Poświatowska spędziła tyle szczęśliwych, ale też dramatycznych chwil. 

Pan Zbigniew na bieżąco śledzi popularność swojej siostry (a ta stale rośnie!), pokazał mi więc najnowsze ciekawostki wyszperane w Internecie. Wyczuł, że trafił mu się prawdziwie zaangażowany miłośnik Haśki, świetnie więc nam się rozmawiało :) Oczywiście zakupiłam następną książkę (wspomnienia) i dowiedziałam się, że kolejna jest w przygotowaniu

muzeumhp

Byłam (nadal jestem!) pod ogromnym wrażeniem. To zaszczyt i wielka przygoda porozmawiać z kimś, kto przyglądał się niezwykłemu życiu Poświatowskiej z tak bliska, kto dysponuje jej rękopisami i pamiętnikiem jej mamy, kto chce się dzielić swoją wiedzą i wspomnieniami. 

Mój nastrój byłby zapewne bardzo podniosły, gdyby nie fakt, że w czasie tej wizyty towarzyszył mi Tata - człowiek nad wyraz pragmatyczny i odporny na poezję. Skutecznie więc zadbał o to, bym nie unosiła się nad ziemią - najpierw przez długi czas przeżywał, że zapłacił całe 18 zł wstępu. Robił to dyskretnie, mamrocząc sobie pod nosem, ale dokładnie wiedziałam, o co mu chodzi ;) Biedaczek został przeze mnie doprowadzony na skraj bankructwa.

Następnie zaprzyjaźnił się z muzealnym kotem Behemotem, który posturą bardziej przypominał średniej wielkości psa. Razem usadowili się pod piecem w pokoju Haśki i po chwili usłyszałam ciche:

- Magda! Magda! Popatrz! On macha ogonem, gdy go głaszczę!

Hahaha. No, tak, ogon miał bajeczny i faktycznie machał nim jak pies ;)

Na koniec mój Tata... rozkwasił panu Mydze robala na jego białej koszuli - chciał go strzepnąć, ale go rozwalił, zostawiając dobrze widoczną plamę, która na pewno nie była pożądana, zważywszy na to, że pan Zbigniew jechał później do pracy...

Myślałam, że jeszcze chwila, a będę walić głową w ścianę, ale uratowało mnie moje wrodzone poczucie humoru. Wspomnienie miny Taty po owym incydencie bawi mnie do dziś :) Był naprawdę pełen skruchy i nawet porzucił kota. 

W sumie więc było to bardzo intensywne, pełne różnych emocji spotkanie. Do Domu Poezji Haliny Poświatowskiej na pewno jeszcze wrócę - czuję się tam jak u siebie :) A z naszej Ruinki do Częstochowy mamy naprawdę blisko. 

 

 

sobota, 14 maja 2016


Pani Magda Umer zapytana, jak sobie radzi z nostalgią za dawnymi czasami, odpowiedziała:

- Nie radzę sobie.

Proste. Czasami nie trzeba sobie radzić, wystarczy zaakceptować. I przekuć to w coś dobrego. Na przykład w twórczość. 

magda umer

Z Panią Magdą Umer w Miejskim Centrum Kultury w Tychach. 12 V 2016. fot. Ewa Buczkowska

środa, 11 maja 2016

Jeśli się smucę - to z Magdą Umer.

Jeśli piszę - to w ostatnim czasie głównie przy jej najnowszej płycie "Duety".

Jeśli potrzebuję inspiracji - słucham jej utworów.

Gdy szukam kogoś o podobnej wrażliwości - zaglądam na jej fanpage

Pani Magda Umer jest istotnym i stałym elementem mojego życia :) Nie mogę się więc doczekać jutrzejszego spotkania. Jestem pewna, że będzie pięknie :)

mumer

sobota, 16 kwietnia 2016

Pomysł na tego bloga zrodził się w lutym, kiedy to spontanicznie, w miłym towarzystwie, wybrałam się na spotkanie autorskie Michała Rusinka. Na Brackiej padał śnieg, a ja siedziałam w krakowskim Matrasie, oglądałam wyklejanki Szymborskiej wiszące na ścianach i myślałam sobie, że oto dotykam historii - bo wspomnienia Rusinka, opowiadane przez niego anegdoty i spisane historie to bezcenne pamiątki, które pozostały po Noblistce.

rusinek

Z Michałem Rusinkiem, luty 2016

fot. Magdalena Emka Borucka

Wtedy też stwierdziłam, że po raz kolejny w moim życiu mam apetyt na literaturę - na czytanie, pisanie i recenzowanie książek. Wróciłam do punktu wyjścia - do mojego dzieciństwa, gdy zachłannie pochłaniałam kolejne, podsuwane przez moją Mamę powieści. Potem było liceum - czas wytężonej nauki, pięknych przyjaźni i fantastycznych przygód, później studia i stosy lektur nakazanych, a następnie era Igora - mojego psa asystującego, który zrewolucjonizował całe moje życie, dzięki któremu stałam się autorką.

A teraz znowu - pasja i potrzeba czytania, a także dzielenia się tym wszystkim, co z literatury czerpię - cytatami, przemyśleniami i inspiracjami. Bo to literatura mnie kształtuje, zachęca do poszukiwań, do zmian, do działania, a jej okruchy znajduję też w ukochanym teatrze i w poezji śpiewanej. 

Będzie więc to subiektywny blog o książkach, ale też o szeroko pojętej kulturze. I o mnie. Bo jeśli bloguje się od kilku dobrych lat, to trudno przestać ;)

Tagi