Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.

Muzyka

środa, 02 sierpnia 2017

machalicaChorzowski Teatr Ogrodowy zainaugurował w tym roku Piotr Machalica z zespołem. Ten popularny aktor, znany z wielu ról teatralnych i filmowych, jest również aktywny jako wokalista. W Chorzowskim Centrum Kultury wystąpił z recitalem „Mój ulubiony Młynarski na trąbkę, dwie gitary i akordeonik”.

Wojciech Młynarski dla wielu artystów był i nadal jest inspiracją. Machalica przyznał, że spośród bogatego dorobku tego twórcy niezwykle trudno było wybrać dwadzieścia utworów tak, by tworzyły spójną całość, bo każdy z nich to osobna historia. Jednak wszystkie te historie zostały perfekcyjnie przedstawione na chorzowskiej scenie. Wykonanie, ale przede wszystkim aranżacje sprawiały, że publiczność od pierwszych dźwięków została wprowadzona w wyjątkowy nastrój przepełniony nostalgią za tym, co było.

Bo w piosenkach Młynarskiego, w opowiadanych przez niego historiach są zapisane smaki, zapachy, maniery i obyczajowość, które bezpowrotnie minęły. Nie każdemu jednak udaje się je zaprezentować tak, by zarówno wzruszyć, jak i rozbawić publiczność. Piotr Machalica dokonał tego z ogromnym wdziękiem, ale też z należytym szacunkiem wobec tekstowego tworzywa. 

Było więc nostalgicznie, ale w bardzo dobrym znaczeniu tego słowa. Zapewne w jakimś stopniu wynika to z tego, że zarys koncertu powstał jeszcze za życia Wojciecha Młynarskiego, a nie ku jego czci. Zaprezentowano więc te najbardziej znane szlagiery (typu „Róbmy swoje”, „Moje ulubione drzewo”, „Jeszcze w zielone gramy”), ale też mniej znane piosenki i tłumaczenia. Każdego utworu słuchało się z przyjemnością. 

Po raz kolejny okazało się również, jak czujna i wsłuchana w każde słowo jest publiczność Chorzowskiego Teatru Ogrodowego, która żywo reagowała na te mniej nostalgiczne a bardziej komiczne fragmenty tekstów. Tych, jak wiadomo, w swym dorobku Młynarski ma mnóstwo, a Machalica świetnie potrafi je wyeksponować.

machalica2

Na scenie obok aktora można było też zobaczyć owe dwie gitary, trąbkę i akordeonik, czyli Michała Walczaka, Krzysztofa Niedźwieckiego i multiinstrumentalnego Pawła Surmana. Zwłaszcza trąbka robiła wrażenie. Pozostaje nadzieja, że panowie w tym składzie i z takim repertuarem wydadzą płytę. Ogromnie cieszy, że piosenki Młynarskiego żyją i nadal są obecne w kulturalnej przestrzeni.

Zresztą nie tylko piosenki, bo Machalica część tekstów deklamował i była to deklamacja, jakiej rzadko ma się przyjemność posłuchać – piękna i dystyngowana, nawet gdy treść momentami była komiczna. Taka deklamacja skłania do tego, by się zatrzymać, zamyślić, zadumać. Dzisiaj mało kto i mało kiedy tak deklamuje.  

W tłumaczonym przez Wojciecha Młynarskiego tekście Georgesa Brassensa „Testament” czytamy:

Lecz nie szukajcie mnie na górze,

ja stamtąd nie pozdrowię was,

raczej przepadnę w czarnej dziurze,

którą okrutny drąży czas... 

I kiedy ten tekst wykonywał Machalica, pomyślałam, że Wojciech Młynarski nie ma szans na to, by zniknąć w dziurze zapomnienia. Bo jego twórczość jest tak pojemna i bogata, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zechce na nowo przedstawić ją szerokiej publiczności. Pozostaje mieć nadzieję, że zrobi to w tak dobrym stylu, jak Piotr Machalica i jego zespół. Po ich występie widać, że Młynarski jest dla nich faktycznie ulubiony.

Tekst został opublikowany w "Sztajgerowym Cajtungu" nr 2 (53).

chto2017

Tuż przed inauguracją tegorocznego Chorzowskiego Teatru Ogrodowego :)

fot. Radek Ragan, Marek Grela

poniedziałek, 10 lipca 2017

Po przyjeździe z urlopu czekały na mnie dwie niespodzianki - przesyłka z klamrami do włosów od Cioci Moniki i paczuszka od Pani Marty z jazzową płytą Artura Dutkiewicza (polecam!). Coś dla ducha, coś dla ciała ;) Wielka to dla mnie radość, bo uwielbiam niespodzianki w każdej postaci. 

Z niecierpliwością wyglądałam więc dawno zapowiedzianej niespodzianki Marka. A wiadomo, że czekanie na niespodziankę jest prawie tak samo przyjemne jak sama niespodzianka :) Bardzo byłam ciekawa, o co chodzi, bo Marek powiedział, że niespodzianka stoi u niego na półce i czeka na odpowiednie okoliczności (!). 

Po takiej zapowiedzi moja wyobraźnia szalała :) Cóż to może być?

feelWszystko wyjaśniło się pewnego czerwcowego wieczoru. Tego dnia Marek od rana mnie przekonywał, że musimy się zobaczyć, chociaż ja miałam dosyć napięty plan, po pracy ćwiczyłam, porządkowałam szafę, wałęsałam się po domu w dresie i byłam bardzo niewyjściowa. Ale moja kobieca intuicja (nieco zmotywowana SMS-ami Marka) podpowiedziała mi, że nie mogę zawieść, ogarnęłam się więc, porzuciłam szafę i poszłam nad jezioro, gdzie czekał na mnie Marek z... Piotrkiem Kupichą :)

Marek jest autorem projektu okładki najnowszej płyty zespołu Feel "The best" - w ramach niespodzianki otrzymałam ją wraz z bonusem, czyli spacerem z jednym z najpopularniejszych wokalistów w kraju ;)

Przyznam, że dotychczas nikt jeszcze nie sprowadził dla mnie na Papry żadnego artysty tylko po to, by podpisał mi się na płycie :D Pomysł był naprawdę mocny, wykonanie perfekcyjne, a spotkanie bardzo sympatyczne. Porozmawialiśmy sobie z Piotrem o tekstach, o jego słynnych pomarańczach w szklance, o popularności, pudelku i fankach, zjedliśmy lody, pospacerowaliśmy, wmówiliśmy jakimś paniom, że Piotr to nie Piotr (tylko podobny!) i przeszliśmy się po molo. W międzyczasie nauczyłam Piotra, jak i dlaczego asekuruje się osoby na wózkach na pochyłościach, mój pies wykąpał się tysiąc razy i wytarzał w czymś śmierdzącym (a jakże!), zrobiliśmy reklamę Paprocanom i Tychom, a także wykonaliśmy kilka selfie ;) To był po prostu miły wieczór :)kupicha

Piotrek okazał się fajnym chłopakiem z sąsiedztwa :) Można z nim pogadać o wszystkim. Do dzisiaj jestem pod wrażeniem, że chciało mu się fatygować, tym bardziej że czasu w nadmiarze nie ma i cały czas jest w trasie. Cieszę się też, że mu się u nas spodobało - na drugi dzień przyjechał nad jezioro z synami :) Możemy więc uznać, że dla niego to była prawdziwa wycieczka krajoznawcza ;)

Marek został oficjalnie mistrzem niespodzianek :) Myślę, że trudno będzie komuś go przebić. Tym bardziej, że kontynuacją niespodzianki było zaproszenie na koncert, ale to już zupełnie inna historia ;)

selfie

Dziękuję! :)

wtorek, 09 maja 2017

halinaTytuł najnowszej płyty Janusza Radka "Kim ty dla mnie jesteś" jest jak wstęp do intymnej rozmowy. I faktycznie po jej wysłuchaniu ma się wrażenie, jakby uczestniczyło się sekretnych zwierzeniach. Teksty oparte na twórczości Haliny Poświatowskiej są sensualne, intensywne, chciałoby się powiedzieć - mocno ukrwione. 

O utworach, na nowo zaaranżowanych przez Janusza Radka, pisałam już przy okazji relacji z jego koncertu w tyskim Teatrze Małym. Wśród nich są dwa szczególnie mi bliskie - "Nie kocham nikogo" i "Zawołaj mnie po imieniu". Na płycie znalazły się też nowe wersje piosenek "Kiedy umrę kochanie" i "W Twoich doskonałych palcach" - w sumie czternaście piosenek, których słucham w kółko :) Połączenie fortepianu akustycznego, nostalgicznych chórów, syntetycznych i elektronicznych dźwięków daje efekt wędrówki w czasie, łączenia tego, co było i tego, co jest. 

Poezja Haliny Poświatowskiej nie zdążyła się zestarzeć i wciąż jest młoda. Nie nabrała całej tej starczej retoryki dystansu i racjonalności spojrzenia, co szczególnie mnie w niej uwodzi. Mimo ułomności, była pełna potencji. Jej poezja jest drogą samodzielności młodej kobiety, wykształconej i mądrej, czyli bardzo współczesnej. W moich utworach starałem się zawrzeć cząstkę tego jej ogromnego pragnienia życia, miłości, wiedzy i świata, i przekazać jej słowa w atrakcyjnym, nowoczesnym brzmieniu i kompozycji. To trochę połączenie dwóch skrajnych wyobrażeń, ale tak właśnie czuję Poświatowską, jako kobietę skrajną i pełną wewnętrznych sprzeczności, czyli po prostu bardzo ludzką – mówi Janusz Radek.

Dzisiaj 82 urodziny Haśki i premiera płyty "Kim ty dla mnie jesteś". Kto nie lubi czytać poezji, może więc posłuchać i przekonać się, jak wyjątkową osobą była Halina. 

sobota, 06 maja 2017

radekNa koncert Janusza Radka szłam z duszą na ramieniu - Halina Poświatowska jest mi bardzo bliska, a to jej twórczość wziął na warsztat artysta. Wszystkim znany jest jego utwór "Kiedy umrę kochanie", ale tym razem miało to być coś zupełnie innego - klawisze, elektronika, klimaty dalekie od tej popularnej ballady. 

Co to będzie, co to będzie - rozmyślałam, pełna oczekiwania, ale też sceptycyzmu, który pogłębił się, gdy Janusz Radek i towarzyszący mu Adam Drzewiecki usiedli za organami i założyli na uszy słuchawki. Jestem stałą bywalczynią koncertów poezji śpiewanej, gdzie panuje niemal rodzinna atmosfera, a tu - mur. Słuchawki. 

Okazało się jednak, że nie miałam racji i to nie tylko w kwestii słuchawek. Pomysł Radka na Poświatowską nie jest przypadkowy - to doskonale przemyślany projekt, który powstawał przez dwa lata. Jest w nim Haśkowa wrażliwość, sensualność, namiętność i... doskonale wyczuwalny puls, tak nierówny w przypadku Poetki. Teksty, zwłaszcza te krótkie, są wielokrotnie powtarzane i (zwłaszcza w sali koncertowej) zaczynają tętnić w żyłach słuchaczy, wprowadzają w przyjemny trans, z którego nie chce się wyjść.

Cieszę się, że projekt ten nazywa się Poświatowska/Radek, bo faktycznie Haśka jest jego współautorem - ma się wrażenie, jakby brała udział w procesie powstawania, a nie tylko była autorką tekstów. Chórki (w całości zaśpiewane przez Radka, który potrafi stworzyć sam ze sobą duet damsko-męski) sprawiają, że pomimo bitów i nowoczesnych aranżacji, ma się poczucie nostalgii za czymś, co już minęło, za światem Haśki, który już nigdy nie wróci.

Realia, w jakich żyła Poświatowska, dawno minęły, ale jej utwory są stale czytane i przetwarzane na nowo. Teraz, dzięki tej wyjątkowej oprawie, mają szansę trafić do najmłodszych - może nawet do klubów i dyskotek? Przy niektórych utworach naprawdę ma się ochotę nieco poruszać.

Koncert, który odbył się w tyskim Teatrze Małym, zrobił na mnie ogromne wrażenie. To nie było tylko kilkadziesiąt minut grania, tylko efekt ogromnej, wieloletniej pracy, pasji i zaangażowania. Doceniam talent i charyzmę Artysty, ale przede wszystkim szacunek dla twórczości mojej ukochanej Poetki. Bo tylko ktoś, kto ją dobrze poznał, mógł stworzyć coś takiego. 

Premiera płyty 9 maja

czwartek, 16 marca 2017

Wczoraj w radiowej Trójce Magda Umer powiedziała, że skończyła się pewna epoka. Nie ma już z nami Agnieszki Osieckiej, Jeremiego Przybory, a teraz także Wojciecha Młynarskiego. Trzy artystyczne, pełne poezji umysły, wyjątkowe postacie obdarzone talentem przez duże T, odeszły na zawsze, a wraz z nimi coś niepowtarzalnego.  

Pan Wojciech podobno lubił pisać z rana, już od 5. Jest autorem ponad 2000 tekstów. Sam talent by mu nie wystarczył, gdyby nie był po prostu pracowity. 

Trudno uwierzyć, jak wiele piosenek jego autorstwa nucimy sobie na co dzień. Ja najbardziej lubię tę o dyktandzie u nadziei :) Szkoda, że już nic nie napisze. Że to naprawdę koniec. 

Panie Wojciechu, zrobił Pan swoje, a teraz czas na wczasy! Do zobaczenia!

niedziela, 12 marca 2017

poeticonPoezja śpiewana to jest to, co lubię najbardziej. Dlatego bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się, że w tyskim Teatrze Małym zaplanowano cykl tego typu koncertów. W Walentynki byłam więc na Krzysztofie Kiljańskim, który śpiewał piosenki z tekstami Jeremiego Przybory. Głos piękny, piosenki świetne, muzycy rewelacyjni (The New Warsaw Trio), ale całość jakaś taka smutna. Jednak wolę te utwory w zupełnie innej oprawie, Kiljański mnie kompletnie do siebie nie przekonał. Natomiast akompaniament miał naprawdę na najwyższym poziomie. 

Dzisiaj kolejny koncert w ramach Poeticonu - taki, na który czekam z niecierpliwością. Bo oto w Tychach zagości znowu Magda Umer, która od kilku dobrych lat koi moje nerwy, pomaga w smuteczkach i towarzyszy mi, gdy nie mogę spać :) Lubię jej głos, wrażliwość i bardzo staranny dobór repertuaru. Codziennie też zaglądam na jej profil na Facebooku, który prowadzi osobiście.

Ci, którzy przegapili dotychczasowy Poeticon, mogą się w kwietniu wybrać na Janusza Radka, który będzie śpiewał moją ulubioną Poświatowską :) 

Mam nadzieję, że to nie koniec i jestem ciekawa kolejnych zaproszonych artystów. Może poezja śpiewana zagości w Tychach na dłużej. Oby!

sobota, 07 stycznia 2017

Co roku w ramach Tyskich Wieczorów Kolędowych uczestniczę w koncercie Piwnicy pod Baranami - za każdym razem jest tak samo pięknie i klimatycznie. Bo co innego przyjść, zaśpiewać i zagrać, a co innego stworzyć niezwykłą atmosferę, która otula widza jak ciepły koc. Artyści Piwnicy pod Baranami nie występują, oni kreują jedyny w swoim rodzaju spektakl, chociaż teoretycznie jest to tylko śpiewanie kolęd i pastorałek. Zawsze siadam w pierwszym rzędzie, bo poza tym, że mają piękne głosy, tworzą bardzo barwny zespół. Lubię patrzeć na kudłatego Piotra Kubowicza i dystyngowaną Tamarę Kalinowską. 

W tym roku Piwnica pod Baranami wystąpi w Tychach jutro (8 stycznia) po mszy o godzinie 17 w kościele bł. Karoliny Kóźkówny. Wstęp wolny - tak samo jak na inne koncerty Tyskich Wieczorów Kolędowych (a w programie m.in. występy Krystyny Prońko i Grażyny Łobaszewskiej). Warto więc (pomimo mrozów) wybrać się do Tychów i jeszcze przez chwilę poczuć magię świąt :)

twk

Tagi