Świat książek przeplata się w moim życiu z muzyką i teatrem. Nie jest to jednak kolejny blog z recenzjami - dzielę się tu moimi kulturalnymi inspiracjami i odkryciami, a także emocjami, które chociaż nieuchwytne, można próbować zamknąć w słowie.

Wystawy

czwartek, 31 sierpnia 2017

czyzewski1Pan Andrzej Czyżewski łączy w sobie to, co jest mi najbliższe, czyli Tychy i literaturę. Architekt, który wraz z ekipą z Miastoprojektu tworzył moje miasto, z zamiłowania fotograf, prywatnie - brat cioteczny, biograf i spadkobierca Marka Hłaski. Postać niezwykle barwna, a przy tym wszystkim - bardzo skromna. 

Piszę o Panu Andrzeju w czasie teraźniejszym, bo jestem pewna, że chociaż namacalnie go tu już nie ma, to on nadal jest - w miejscach, które kochał i projektował. Pamięta o nim nasze Muzeum Miejskie, które zorganizowało poświęconą mu wystawę. Zebrano na niej pamiątki dotyczące każdej z jego aktywności. Widać po nich, jak bardzo Pan Andrzej był wszechstronny i jak wiele w swoim życiu zdziałał. Wystawę miałam okazję zobaczyć podczas spotkania wspomnieniowego, które odbyło się w lipcu. Uczestniczyła w nim m.in. córka Pana Andrzeja, która zdradziła, że oprócz biografii Marka Hłaski jej tata zostawił również nieopublikowany jeszcze pamiętnik. 

Przyznam, że wątki literackie w życiu Pana Andrzeja interesują mnie najbardziej. Poznaliśmy się zresztą kilka dobrych lat temu podczas "Niedzieli z książką" na tyskim placu Baczyńskiego. Byłam już wtedy zaopatrzona w opasły tom "Pięknego dwudziestoletniego" i otrzymałam (jakże cenny!) autograf. Od tamtej pory śledziłam poczynania tego niezwykłego człowieka, współtowarzysza dziecięcych zabaw jednego z najbardziej popularnych polskich autorów. Tylko Pan Andrzej mógł tak skrupulatnie opisać życie Marka Hłaski. Tylko on miał dostęp do dokumentów, listów, a przede wszystkim - do wspomnień. Na szczęście wykorzystał wszystkie te "narzędzia" i zostawił nam nie tylko biografię swojego ciotecznego brata, ale przede wszystkim świetnie napisane dziełohlasko literackie. 

Mam więc nadzieję, że także jego pamiętniki - zapewne bardzo "tyskie" - również ujrzą światło dzienne. Żałuję jedynie, że nikt nie napisał książki o Panu Andrzeju wtedy, gdy jeszcze z nami był. To był człowiek historia, który wiele widział i wiele przeżył. 

Wystawę poświęconą Panu Andrzejowi można oglądać tylko do końca września. Ekspozycja zainteresuje tyszan, literaturoznawców, architektów i wszystkich, którzy chcieliby się przekonać, jak wiele można dokonać podczas jednego, podarowanego nam w prezencie życia. Pan Andrzej optymalnie wykorzystał swój czas i pozostawił po sobie wiele dobrego - zaprojektowane przez niego obiekty, publikacje, zdjęcia.

Na mnie robi to wrażenie. Polecam z serca.

 czyzewski

Z Panem Andrzejem podczas "Niedzieli z książką" na tyskim placu Baczyńskiego. 2013 rok.

niedziela, 06 sierpnia 2017

Od dawna marzyło mi się, by pojechać na Targi Książki w Warszawie. Planując wycieczkę, nie wiedziałam jednak, że w tym samym czasie jest Noc Muzeów. Jednym słowem, całkiem przypadkiem, udało mi się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. 

Przyznam, że atrakcji do wyboru było mnóstwo - a noc tylko jedna ;) Ostatecznie zdecydowałyśmy się na nieco dziwny zestaw, a mianowicie zwiedzanie fabryki Wedla i Pawiak. Pełne optymizmu ruszyłyśmy o zmierzchu na miasto, po drodze zwiedzając Pragę, bo pomyliłyśmy drogę i trafiłyśmy na jakiś plac budowy :P

praga1

Z Kasią zagubione na warszawskiej Pradze ;)

Pod Wedlem - dziki tłum. Ochroniarz nam powiedział, że jak staniemy w kolejce i dobrze pójdzie, to o czwartej rano wejdziemy. Poszłyśmy więc sobie kupić wedlowską czekoladę i lody (ceny z kosmosu, smak całkiem przeciętny), a że miejsc siedzących  oczywiście nie było, to biesiadowałyśmy na ulicy. Nieco nas ten Wedel przygasił, ale na pewno nie zepsuł nam humorów :D

biesiada

Pozbawione złudzeń i uświadomione, jak wygląda Noc Muzeów w Warszawie - ruszyłyśmy na Pawiak. Ludzi na ulicach i w komunikacji miejskiej mnóstwo. Wtopiłyśmy się więc w tłum i podziwiałyśmy miasto nocą :) Piękne miasto, trzeba przyznać! 

myzelkaA na Pawiaku - brak kolejki, za to mnóstwo schodów. Dla Kasi i Elki, to nie był problem - pokonały schody nie tylko tam, zresztą pojechałyśmy do Warszawy bez podnośnika i przez trzy dni dzielnie nosiły mnie na rękach, a jak trzeba było, to szybko i skutecznie organizowały jakieś silne, męskie ramię ;)

O Pawiaku wiele czytałam, ale dopiero tam, na miejscu, jakoś mi się to wszystko urealniło. Samo czytanie jednak nie wystarczy, gdy chce się naprawdę poznać historię. Trzeba pojechać i zobaczyć te fragmenty rzeczywistości, które tworzyły więzienną codzienność. Wrażenia - mocno przygnębiające, zwłaszcza gdy oglądało się przedmioty wykonane przez więźniów - ich mozolne próby ocalenia człowieczeństwa. Czułam się dziwnie - weszłam tam prosto z tętniącej życiem ulicy, z rozgadanego tramwaju, z pełnym brzuchem, w różowej bluzce i z głową pełną planów - a tam duchy, same znękane, umęczone duchy. Podobnie miałam na Powązkach - dopiero tam, w obliczu tych wszystkich krzyży, zrozumiałam, ilu ludzi zginęło za ten kraj. Żadne liczby nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, żadne historyczne opracowania, żadne wspomnienia. Zobaczyłam i to mi wystarczy na całe życie. 

pawiak

Drzewo Pamięci na Pawiaku

fot. Kasia Kowieska, Ela Kamińska

środa, 21 czerwca 2017

bodyNa wystawę Body Worlds wybrałam się głównie za sprawą Kasi. I muszę przyznać - było warto. Trochę się obawiałam własnych reakcji na widok tak rozczłonkowanych ludzi, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Wszystkie eksponaty były zaprezentowane z należytym szacunkiem. 

Zobaczenie siebie od środka jest nie tylko fascynujące, ale przede wszystkim pouczające, bo człowiek uświadamia sobie, jak skomplikowanym organizmem zarządza. Taka wystawa jest lepsza niż dziesiątki lekcji biologii. 

Dużo czasu spędziłam przy mózgu, rdzeniu kręgowym i kręgosłupie. Pięknie zaprezentowane zostały też płody na różnym etapie rozwoju i płuca. W sumie - im dalej, tym śmielej spoglądałam w gabloty. Wiem już, jak wygląda kość z osteoporozą i bez, a także jak działają by-passy i jak prezentują się mięśnie u tych, którym one nie zanikają ;) 

Wielkim atutem tej wystawy jest to, że nie jest tylko naukową ekspozycją. Plansze z cytatami i wyjaśnieniami nadają jej wyjątkowy wymiar - filozoficzny. Uświadamiają, że my nie istniejemy bez ciała, a ciało bez nas. Przypominają, że z każdym oddechem zbliżamy się do śmierci, a życie jest prawdziwym cudem i trzeba je szanować. 

Jednym słowem - warto. Eksponaty nie śmierdzą, nie gorszą. Są natomiast świetną lekcją anatomii i troski o swoje ciało. 

Ludzkie ciało to cud sprzeczności. Jest proste, a zarazem złożone, wrażliwe, a jednocześnie wytrzymałe. dr Gunther von Hagen

Tagi